poniedziałek, 30 stycznia 2012

Szybka Pieczarkowa (Zupy Babci Zosi) i mój stosunek do grzybów



Generalnie nie lubię grzybów. Jeśli pieczarki, to odrobina w sosie pomidorowo - warzywnym podawanym do dużego placka ziemniaczanego po węgiersku albo na domowej pizzy (bo też z sosem pomidorowym!) w postaci kilku cienkich plasterków. Druga ewentualna opcja, to małe grzybki marynowane w liczbie jeden, góra dwa! Grzyby w pierogach z grzybami jakoś mi smakują – pod warunkiem, że nie są przewagą farszu.

sobota, 28 stycznia 2012

Sałatka chili con carne z nachosami i salsą, czyli moja nowa obsesja





Chili con carne na zimno? I takie dobre? A jednak! Przepis dostałam od przyjacióły z zagranicy (po konsultacji okazało się, że przepis wzięła stąd), która przyniosła do mnie tą sałatkę na domówkowego sylwestra (Dzięki Ana!). Rzadko mnie coś tak zachwyca, szczególnie w temacie sałatkowym. Świetna na imprezę, szczególnie do piwa czy wina. Sycąca i rozgrzewająca na zimowe dni. To jedna z potraw, której nie można przestać jeść. Pamiętam, że gdy obudziłam się pierwszego stycznia 2012 roku, to pierwsza moja myśl dotyczyła właśnie tej sałatki. Polecam!

piątek, 27 stycznia 2012

Chleb żytni razowy na zakwasie z cebulą i kminkiem


Pycha...

Przepis pochodzi stąd. Jestem zadowolona z efektu. Smak i konsystencja na piątkę. Idealny w duecie z kremową pastą z awokado (!). Mam nadzieję, że „z każdym następnym chlebem” nabiorę coraz więcej wprawy w pieczeniu.

Zmieniłam mąkę na razową żytnią typ 2000 (po konsultacji ze specjalistką Liską), nie używałam melasy, dodałam trochę miodu i mniej kminku niż w przepisie.

W czym tkwi jego sekret? Może w maślance?!? Albo w starterze i zaczynie? 

p.s. Nie cytuję przepisu, bo na stronie źródłowej macie nawet obrazki pomocnicze, jak ma wyglądać każdy z etapów pieczenia. Zachęcam, bo warto!

Proste, szybkie, idealne na mróz: Spaghetti z sosem pomidorowym i parmezanem




Rozgrzewające i sycące. Lubię dłużej nie jeść makaronu z sosem, żeby pewnego dnia spróbować go z prawdziwym apetytem. Przepis prosty, klasyczny. Improwizacja dotyczyła jedynie dodatku suszonych warzyw. W zupie gotowałyby się dłużej i byłyby miękkie, a w sosie pozostały lekko chrupiące. Nie wiem, jak Wy, ale ja lubię różne faktury w jednym daniu. Kiedyś do sosu dodawałam głównie suszone oregano i bazylię, ale od pewnego czasu dodaję tymianek (jeśli mam) albo zioła prowansalskie, które są naprawdę aromatyczne. Chciałoby się zacytować klasyka "Makaron rządzi zdrowo!".  

Sos
  • puszka pomidorów
  • kilka suszonych pomidorów
  • ½ sporej cebuli
  • 2-3 ząbki czosnku
  • ½ garści suszonych warzyw (u mnie Włoszczyzna Z Zielonego Podkarpacia)
  • odrobina oliwy
  • odrobina oleju
  • ½ opakowania suszonych ziół prowansalskich
  • szczypta słodkiej papryki
  • pieprz
  • szczypta cukru i soli

Makaron (wg uznania, u mnie spaghetti Barilla no. 5)

Trochę parmezanu (lub innego sera najlepiej twardego)

 
Pokrojoną cebulę i czosnek podsmażamy na oleju z pokrojonymi suszonymi pomidorami i garścią warzyw. Dolać odrobinę wody i trochę poddusić. Następnie dodajemy puszkę pomidorów, odrobinę oliwy i dusimy dość długo pod przykryciem na małym ogniu (aż sos zgęstnieje). Ciepły sos mieszamy z ciepłym makaronem ugotowanym al dente. Na talerzu posypujemy parmezanem. 

Zapraszam do wzięcia udziału w badaniach magisterskich!
(kliknij w baner, żeby przejść do wydarzenia)


środa, 25 stycznia 2012

Pora na psychologię (pora)


Dziś na obiad były placki porowe z tzatzykami. Znalazłam je tu i stwierdziłam, że fajna sprawa. Przepis trochę zmodyfikowałam, ale przestawiam Was oryginalny. Oprócz mąki pszennej dodałam około pół szklanki otrąb pszennych (mój por był dosyć mokry). Nie miałam wszystkich przypraw, więc moje placki zawierały mielone ziarna kolendry, ostrą paprykę i trochę suszonej bazylii. O i jeszcze mała szczypta cynamonu, a zamiast mleka – maślanka. Jako, że pory same w sobie (u mnie 3, ale gigantyczne sztuki) wydają mi się dość ostre, pominęłam cebulę. Może tzatzyki do pora to trochę jazda bez trzymanki, ale jakoś miałam na nie ochotę. Placki wyszły smaczne (jedynie trochę mało czuć w nich pora), ale tzatzyki grzeszyły nadmierną czosnkowością.

wtorek, 24 stycznia 2012

Takich prezentów się nie zapomina (wpis nr 100!)



Dziś na obiad pierogi. Prezent. Sama nie mogę się zmobilizować do zrobienia własnych. Te są z mięsem i kapustą (moje ulubione!), a polałam je roztopionym masłem z szałwią (akurat nie świeżą, ale suszoną – też prezent). Takich smacznych prezentów się nie zapomina.

Dlatego też dziękuję Pani M.

Bardzo!

p.s. Tym właśnie sposobem powstał setny post na moim blogu. Przypadkiem? A może tak było gdzieś zapisane? Setny post o tym chyba, co najważniejsze: pamięć o innych i to, żeby inni także o nas pamiętali. 


poniedziałek, 23 stycznia 2012

Moje ulubione seriale


  1.  „Przyjaciele” i „Chirurdzy” (polskie tłumaczenie, jak zwykle odległe od oryginalnego tytułu;) Grey's Anatomy). Dwa pierwsze miejsca. Nie potrafię zdecydować, który lubię bardziej. „Przyjaciele” za specyficzne poczucie humoru. Najbardziej lubię "Fibi" (czy też dlatego lubię Ultramarynę z "Gdzie jest nemo?"). „Chirurdzy” - bo jest tak wszystko, co lubię: coś krwawego :P, coś filozoficznego, coś pięknego, coś miłosnego, coś trudnego i coś zabawnego. Nie będę pisać, o czym są te seriale, bo to można wystukać sobie w Internecie. 



    by this site   



  2. „Na dobre i na złe” – podobało mi się kiedyś, ale ze względu na konkretny watek: Leny i Latoszka. Może taki mam model miłości idealnej? Mimo przeszkód, problemów i rozstań, jakoś ich do siebie ciągnie. On był trochę nieogarnięty, ona go na początku nie zauważała. Później role się odwróciły. No i on miał przede wszystkim oprócz urody specyficzne poczucie humoru, a to bardzo dla mnie ważne. 

     
    Szczenięce początki Leny i Latoszka...

  3. „Pełna chata” – kojarzy mi się z dzieciństwem i zabójczym poczuciem humoru i uwielbiam czołówkowy kawałek.


  1. „Pierwsza miłość” – pomaga mi studiować człowieka. Bawi mnie do łez, gdy jeden z bohaterów trafia do więzienia albo wydarzają się tego typy absurdalne sprawy. Nie wiem, czy macie takie rzeczy, które was tak odrzucają, że aż przyciągają. Surrealistyczne całkowicie. Aha, gra tam tez Misiek Koterski – gra barmana o przezwisku „Kaśka”, jest tak przekręcony, popaprany, że się dziwię, że go tam wzięli. W sumie on chyba gra samego siebie:D.
  2. „Królowie Śródmieścia” - kiedyś można było go oglądać przed południem chyba, a że miałam dziwnie godziny studiów, to czasem oglądałam. Serial inny niż telenowela. A ścieżka dźwiękowa to piosenka zespołu Pogodno, zresztą bardzo fajna.

  1. „Rodzinka.pl” - ostatnie odkrycie, można odreagować wszystko szczerym śmiechem. Szczególnie bawią mnie „trudne pytania” najmłodszego z trójki chłopców.


Ja dostałam informację od Mops w kuchni

ZASADY ZABAWY:
1. Opublikuj u siebie na blogu logo taga.
2. Napisz, kto Cię otagował.
3. Otaguj co najmniej 5 innych bloggerek
4. Wymień i opisz kilka swoich ulubionych seriali

Badania. Może ktoś z Was jest chętny?

by this site
Mam prośbę. Szukam chętnych osób do badań do pracy magisterskiej na temat nawyków żywieniowych. Myślę, że może być to dla Was interesujące z samego powodu podjęcia refleksji nad tym tematem w trakcie wypełniania kwestionariuszy. Planuję także przestawić Wam podsumowanie badań (oby ten moment nastąpił!). Może to komuś w czymś pomoże, może kogoś zainteresuje?

Kogo szukam? Osób w wieku 18-30 lat, mieszkających z rodzicami.  
Forma badań: papierowa albo w formie internetowej ankiety - zapraszam na wydarzenie: Kliknij i roześlij znajomym!
by this site




Kontakt: najlepiej przez funpage'a Mówią Weki, wpiszcie proszę w komentarzu albo na tablicy o chęci uczstnictwa swojej lub kogoś ze znajomych, a ja się z Wami skontaktuje. Zapewniam anonimowość i traktuję te badania bardziej statystycznie niż indywidualnie.
Dziękuję!

niedziela, 22 stycznia 2012

Zupa z soczewicy (Zupy Babci Zosi), czyli trochę słońca w pochmurny dzień



Są takie dni, kiedy nie chce się gotować. Są takie popołudnia po nieprzespanej nocy na mieście, kiedy chce się po prostu jeść (pomijając stany zaawansowanego kaca, kiedy chce się tylko wody ;)). Właśnie tę zupę przygotowałam sobie przezornie na czas poimprezowy. Jej przygotowanie zajęło mi około pół godziny. W sumie sama się gotowała, więc moja praca przy niej trwała około dziesięciu minut.

I piękny design... by sys
Efekt, jak na same suszone składniki był świetny. Chciałam dorzucić puszkę pomidorów, ale zauważyłam, że w składzie oprócz soczewicy czerwonej, makaronu typu zacierka (mąka pszenna, jaja, kurkuma), kaszy manny, marchewki, soli, mleka w proszku odtłuszczonego, natki pietruszki i curry są także suszone pomidory, więc postanowiłam spróbować najpierw prawie bez żadnych modyfikacji. Od siebie dodałam odrobinę suszonego tymianku i szczyptę cukru dla złamania ostrości curry, a także odrobinę masła (lub oliwy, oleju), jak zalecano w przepisie. Można dodać także trochę śmietany lub jogurtu naturalnego, ale z tego zrezygnowałam.

Gdy robię zupę z soczewicy sama gotuję ją także na oliwie, dodaję ziemniaki, puszkę pomidorów (chyba, że jest akurat sezon na świeże), marchewkę, cebulę, czosnek, czerwoną (w sumie bez znaczenia kolor) paprykę, nie zapominam o soczewicy i ziołach.

Jak smakowała mi ta zupa? Była bardzo rozgrzewająca i wyraźna (myślałam, że z takich składników będzie dość mdława). Fajny pomysł z malutkim makaronem i dużą ilością natki pietruszki. Maksimum aromatu przy zerowym poziomie sztucznych dodatków. Jestem całkowicie na tak.

środa, 18 stycznia 2012

Zimowa tarta, na deser: felieton



Otrębowa tarta z pieczonym burakiem, karmelizowaną cebulą, mięsem mielony, żółtą fasolką szparagową i sosem pomidorowym pod beszamelem

Chociaż bardzo lubię makaron, to często mam go dosyć. Cóż, jest łatwy i szybki oraz: zaspokaja moją potrzebę (najczęściej) pomidorów. Potrzebowałam jakiejś odmiany. Wpadłam na pomysł tarty. Ciasto zrobiłam według tego przepisu. Z racji, że jest dość długi, nie będę go tu przedstawiać. Zrobiłam tak, jak zalecała autorka – od razu więcej i połowa do zamrażarki na następną tartę, kiedy znowu najdzie nas ochota. Moja wyszła ciemniejsza, gdyż dodałam głównie otręby pszenne. Była także trochę twardawa, bo piekłam ją za długo (także zwróćcie na to uwagę). Jestem tylko człowiekiem i ulegam wielu złudzeniom;).

Myślałam i myślałam, czym ją wypełnić. Jako, że został mi pieczony burak z poprzedniego obiadu (pieczone buraki + dip orzechowo – czosnkowy a'la skordalia + gotowa bagietka z masłem ziołowym) postanowiłam położyć kilka plasterków na spód. Na to jedna delikatnie karmelizowana cebula w piórkach. Dalej 20-30 dekagramów usmażonego mięsa mielonego z tymiankiem i ziołami prowansalskimi, do którego dodałam swój przetwór letni – żółta fasolka szparagowa w pomidorach (możecie zastąpić np. fasolką z puszki, mrożoną albo szparagami i dodać sos pomidorowy). Na sam koniec wszystko pokryłam sosem beszamelowym (korzystałam z tego przepisu, ale dodałam tylko 200 ml mleka, żeby sos nie spłynął na dół tarty) – także ciemniejszy, gdyż mąka pszenna skończyła mi się, a korzystałam z żytniej. Odrobinę był także zielony przez suszony koperek.


Tarta wyszła bardzo smaczna i taka „konkretna”. W sam raz na zimę. Zdecydowanie do powtórzenia.

A na deser polecam felieton Hanny Samson z Wysokich Obcasów „Las kobiet”. Taka moja mała sugestia, że mężczyźni także żyją w świecie stereotypów. Niektóre „restrykcje społeczne” są naprawdę niepotrzebne, ale wszyscy to napędzamy. Podobno we Francji ludzie w ogóle nie przejmują się tym, co kto ma na sobie. Nie razi ich nawet to, że ktoś wyjdzie w pidżamie rano do sklepu i nie jest nawet umalowany (!). Jeśli to nie ogranicza czyjejś wolności, to dlaczego nie miałabym nosić kombinezonu w srebrne gwiazdki, jeśli mam na to akurat ochotę albo nie mam innych ubrań? Niestety takie robią chyba tylko dla dzieci (tu)... Tak naprawdę nie chodzi o ten kombinezon. Wiecie, co miałam myśli i co chciałam powiedzieć w tych kilku zdaniach? Myślę, że wiecie. 

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Zalewajka z Łodzi (Łódzkie) z detektywistycznym zacięciem


Żurek w wersji domowej, żadna elegancja-francja, chociaż w dzisiejszych czasach, to nawet dobra chłopska zupa staje się luksusem (bieg, bieg, bieg)...


Ten wpis pojawił się już u mnie w piątek - trzynastego. Pośpieszyłam się i jakoś nie pomyślałam o tym, że przepis musi być dodany dopiero po rozpoczęciu akcji. Jako, że chcę go dodać do akcji "Kuchnia regionalna" publikuję jeszcze raz, bo potrawa ta postrzegana jest formalnie i "wśród ludu" jako łódzka. Powstało w mojej głowie i w głowie czytelników trochę wątpliwości czy żurek, zalewajka i barszcz biały to to samo. Nie ukrywam, że rozwiązywanie takich spraw (żyłka detektywistyczno - drążnicza) bardzo mnie kręci. Z jednej strony ja miałam rację, że teraz często te zupy niewiele się różnią, a nazwy są używane zamiennie i każdy dom ma swoją. Natomiast czytelniczka miała rację w tym, że kiedyś zalewajka była czymś innym, a jej głównym dodatkiem były grzyby. Poprawiam też mój karygodny błąd w przepisie, dodajemy nie tymianku, a majeranku!

Tutaj fragment o ZALEWAJCE ze strony, na której można znaleźć Listę produktów tradycyjnych:

 
Ziemniaki stanowiły podstawę lub dodatek do wielu zup. Wchodziły one w skład kartoflanki, dziada, bidy, zarzutki, grochówki, zalewajki i buroconki. (…) Grochówkę sporządzano z ziemniaków i przetartego grochu, zalewajkę zaś z ziemniaków i kiszonego barszczu czasem z dodatkiem kilku suszonych grzybów (…) (Jan Piotr Dekowski, Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi, Z badań nad pożywieniem ludu łowickiego 1889-1939). Składniki te były dostępne niemal w każdym domu na wsi – dlatego też zalewajka była tak powszechną i tanią zupą. Nazwa zalewajki ma swoje pochodzenie w sposobie gotowania potrawy, gdyż zgodnie z dawną recepturą, pokrojone i ugotowane ziemniaki zalewało się zakwasem. W niektórych regionach Ziemi Łódzkiej zalewajka zaprawiana była mąką ze śmietaną lub maślanką. Oprócz żuru i polewek gotowano również tzw. zalewajkę; były to pokrajane kartofle ugotowane na rzadko i zaprawiane mąką ze śmietaną lub maślanką. Zalewajki nigdy nie nazywano barszczem (…) (Danuta Mikołajczykowa, Prace i Materiały Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi, Pożywienie w Klonowej). W dni świąteczne zalewajka była podawana z zasmażką lub skwarkami ze świeżej słoniny. W późniejszych latach słoninę i skwarki zastępowano kiełbasą albo boczkiem, co dobrze zaspokajało apetyt (Władysław Mroziński: Z jak zalewajka, Kurier Związkowy nr 158, 26.03.2003 r.). Obecnie kiełbasa stała się nieodzownym składnikiem zalewajki. Ponadto w dzisiejszych czasach dodaje się dużo nowych składników, których dostępność była wcześniej znacznie ograniczona np. liść laurowy czy bulion warzywny.”


_______________________________________________________________________________
Typowo zimowa potrawa. Żurek wyszedł pyszny. No może mały minus za to, że zakwas ze sklepu, ale ten domowy nie jest trudny do przygotowania (3 dni wymaga dojrzewanie kwasu żurkowego – tutaj prosty przepis), choć przyznam, że jeszcze sama nigdy nie zrobiłam. Jednak robiłam zakwas na chleb, więc jakieś doświadczenie w tym obszarze wystąpiło. Zakwas w wersji płynnej (nawet ten sklepowy) smaczniejszy do zupy niż żurek czy barszcz biały fix, chociaż przyznam się, że, jeśli ugotuje się dobry wywar, to nawet z zupą z papierka wyjdzie smacznie, ale czy zdrowo? Tutaj kilka opcji: Żurek, Barszcz biały (prawie ten sam skład, co żurek tej firmy), Żurek - Zupy babci Zosi (bardziej naturalny, mniej niepotrzebnych dodatków) fix.

Żurek najbardziej lubię z ziemniakami, kiełbasą i jajkiem. Do tego kromka chleba. Tu wersja bezjajeczna, bo szczerze mówiąc zapomniałam o jajkach. Zaskoczyło mnie, że kiełbasa była wyjątkowo majerankowa. Pierwszy raz na taką trafiłam. Jeśli nie lubcie żurku z kiełbasą, można ją zjeść na ciepło z chrzanem albo na zimno w plasterkach na kromce chleba z tym samym dodatkiem.

U mnie w domu często NAZYWAŁO SIĘ barszcz biały lub delikatny żurek (moja mama nie lubiła zbyt dużej ilości zakwasu dodawać, a więcej śmietany) ZALEWAJKĄ (tutaj kilka słów o niej).

A między barszczem białym, a żurkiem jest podobno taka różnica (mnie się wydaje dość kosmetyczna, trochę może inny smak), że ten pierwszy powstaje na zakwasie pszennym, a żurek na zakwasie żytnim. Podejrzewam, że w dawnych czasach robiono zakwas z tego, co akurat się „ostało” i było dostępne.

A jak Wy przygotowujecie żurek lub barszcz biały? Macie swoje tajne sposoby, przyprawy albo niecodzienne połączenia?

Składniki na 4-6 porcji
  • 2-3 białe kiełbaski
  • 2-3 marchewki (może być też dodatkowo inna włoszczyzna np. pietruszka czy seler)
  • 1 duża cebula
  • ½ główki czosnku
  • liście laurowe
  • ziele angielskie
  • pieprz ziarnisty
  • odrobina cukru i soli
  • dużo suszonego majeranku (3-4 spore szczypty - ile, kto lubi)
  • mały kubeczek śmietany 12% lub 18%
  • 3 - 4 ziemniaki
  • ½ litra zakwasu (ja dodałam ten)

Do sporego garnka z wodą wrzucić kiełbasę, obrane i pokroje w mniejsze kawałki warzywa. Dodać liście laurowe, ziele angielskie, pieprz ziarnisty, odrobinę soli i cukru. Gotować około 1,5 – 2 godzin. Po tym czasie z wywaru wyłowić kiełbasę, warzywa i przyprawy. Obrane ziemniaki pokroić w drobniutką kostkę i wrzucić do wywaru. Jak się ugotują dodać zakwas i zagotować. Następnie połączyć ze śmietaną (wlać trochę gorącej zupy do śmietany i w ten sposób ją najpierw zahartować). Ponownie zagotować. Kilka kawałków ugotowanej marchewki lib/i innych warzyw pokroić również w drobną kostkę i dorzucić do zupy. Można dodać także 2-3 ugotowane wcześniej rozgniecione ząbki czosnku. Kiełbaski obrać z flaczka, także pokroić w kosteczkę i zagotować z zupą. Na koniec dodać sporo suszonego tymianku (oczywiście, że majeranku!!!) i ewentualnie innych przypraw jeśli to konieczne.

sobota, 14 stycznia 2012

Restauracja "La Strada" (Łódź)


by this site
Do włoskiejrestauracji „La Strada” zawitaliśmy z Lubym już trzeci raz. Można tam zjeść makarony wybraniane na miejscu, sałatki czy włoskie desery. Duży plus za różne rozmiary porcji – w ten sposób można zjeść i sałatkę i makaron, a pizzę zamówić np. jedną na 4 osoby. W menu dostępne są także trójelementowe zestawy w dobrej cenie – mini sałatka lub makaron, mała pizza i mini deser.

Jednym z głównych dań w menu jest pizza i na niej się właśnie skupiliśmy. Mówiąc ogólnie, byliśmy zadowoleni. Ciasto trochę inne niż kiedyś (podobno zmienił się kucharz, „Salvatore rodem z Sycylii” – to wydawało się „bardziej włoskie”). Jestem zwolenniczką cienkiego ciasta pizzowego. W przypadku ciasta grubego połowa dużej pizzy stanowi dla mnie nie lada wyzwanie.

by this site
Wiem, że Włosi by mnie za to znienawidzili, ale dla mnie sednem pizzy są tak naprawdę dodatki i sos. Chociaż w sumie... Bez dobrego ciasta nie da rady;). 

Miejsce jest przyjemnie urządzone. Przytłumione światło i dobra muzyka sprawiają, że można się tam czuć dobrze.

Latem trafiliśmy na o wiele więcej klientów, a i kelnerka średnio ogarniała zamówienia. Teraz obsługiwała nas dziewczyna jakoś bardziej rozgarnięta w tym temacie.

Zamówiłam pizzę z szynką dojrzewającą, jalapeño i bananem, a że banana nie było, to został zamieniony na ananasa. Było ostro, ale byłam ukontentowana.

Pizza Lubego składała się z salami, bekonu i papryki. Nie rozumiem połączeń mięsno-mięsnych, ale bardzo mu smakowała, więc to najważniejsze.
by this site

Sosy. W wielu miejscach bywają gorsze. Czosnkowy nawet był niezły. Najczęściej nie tykam sosu o tym smaku, bo bywają okropne, a poza tym należę do STOWARZYSZENIA OBRONY SOSU POMIDOROWEGO DO PIZZY, JAKO NIEZBĘDNEGO I NAJLEPSZEGO DO NIEJ DODATKU. Miejscowy pomidorowy mnie nie zachwycił, ale też nie było rozczarowania.

Bonus dla mieszkańców lub odwiedzających nasze (jak zamienić słowo „piękne” na coś podobnego i nie skłamać?) interesujące miasto: w każdy poniedziałek duża pizza w cenie średniej!

A tak poza tym, to menu jest tak rozbudowane (chociaż nie wiem, czy to dobrze), że może stanowić niezłą inspirację, gdy nie macie pomysłu na obiad. 

Podsumowując: chętnie zawitam tam drugi raz. 

piątek, 13 stycznia 2012

Czosnkowa sałatka makaronowa z brokułami


Inspiracją do tej sałatki był ten przepis, który bardzo mi się spodobał. Chyba jadłam coś podobnego w pewnej pizzerii, ale nie pamiętam dokładnie. Pamiętam tylko brokuły i czosnek. W trakcie jedzenia pomyślałam, że pasowałaby do niej lampka wina. Fajnie komponowałaby się także z delikatnym ciepłym filetem rybnym.

Składniki:
  • 1 porcja (ok. 100 g) makaronu rurki mini (ja miałam te większe, więc przekroiłam każdą na pół) + odrobina oliwy
  • 1 średni brokuł (tylko różyczki bez „korzenia”)
  • ½ puszki kukurydzy
  • 2-3 przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku
  • ½ słoiczka kaparów
  • ½ pęczka drobnego szczypiorku
  • trochę twardego sera pokrojonego na płatki (może być też żółty)
  • 1 małe opakowanie jogurtu naturalnego
  • 2 łyżki majonezu
  • 1 łyżka sosu sojowego
  • 1 łyżeczka cukru
  • trochę pieprzu i soli

Makaron ugotować al dente. Polać odrobina oliwy, żeby się nie skleił. Ostudzić. Brokuły ugotować, ale sprawdzić, by nie były rozgotowane (bo rozsypią się w sałatce). Makaron, kukurydzę, rozdzielone na mniejsze części brokuły, czosnek, pokrojony szczypiorek, ser i kapary połączyć razem. Jogurt wymieszać z majonezem, solą, pieprzem, odrobiną cukru i sosu sojowego. Wszystko razem wymieszać i wstawić do lodówki na minimum godzinę.

Tiramisu, czyli niezawodny sposób na podryw


Trochę już ciemno, ale jakoś miałam ochotę dziś wstawić przepis. Pogoda sprzyja dogadzaniu sobie.

Może nie wygląda perfekcyjnie, ale za to perfekcyjnie smakuje!

Tiramisu robię najczęściej w pucharkach. Wtedy nie martwię się o konsystencję kremu. Może być nawet bardziej lejący. Tu akurat wersja „pudełkowo - foremkowa”, ale ten sam przepis. Zamiast amaretto dodaję trochę wódki - odpowiada mi ten smak. Jeśli wolicie, dodajcie amaretto. Przepis na biszkopt, który zawsze wychodzi. Czasem zamiast kakao na górę sypię czekoladę lub kakao wymieszane z czekoladą. Zapraszam na jeden z moich ulubionych deserów. Mam nadzieję, że będzie Wam smakowało.


Składniki na 4 duże porcje/8 średnich:
  • Na biszkopt: 3 jaja, ½ szklanki cukru, ½ szklanki mąki, odrobina soku z cytryny odrobina soli
  • Do nasączenia biszkoptu: 1 ostudzona szklanka zaparzonej dość mocnej kawy, 2 łyżki wódki
  • Na krem: 250g serka mascarpone (1 małe opakowanie), 2 żółtka, pół szklanki cukru, odrobina cukru waniliowego
  • Do posypania: kakao, czekolada lub kakao wymieszane ze startą czekoladą
  • Jako dodatek: Może być kilka kawałków „wyfiletowanej” (bez białych włókien) pomarańczy do przybrania i zjedzenia (słodkie tiramisu + kwaskowa pomarańcza)

  1. Biszkopt: Białka ubić z odrobiną soli do białości. Jak piania będzie już dosyć biała, dosypywać po trochu cukru i dalej miksować. Jak białka będą już sztywno ubite, dodać odrobinę soku z cytryny i jeszcze chwilę pomiksować, dorzucając po kolei każde żółtko. Wymieszać delikatnie masę z mąką, dosypując ją partiami. Piec ok. pół godziny (ja piekłam w formie keksowej) w temperaturze ok. 180 stopni (piec aż biszkopt będzie delikatnie brązowy). Ostudzić. Pokroić w plastry, nie ma za bardzo znaczenia w jakie kawałki.
  2. Krem: Na parze (miska na garnku z gotująca się wodą albo garnek w większym garnku z wodą) ubić żółtka z cukrem i cukrem waniliowym aż staną się dosyć jasne. Po zdjęciu z garnka, nadal ubijać, a jak masa będzie już dość ostudzona, dodawać partiami mascarpone i dalej ubijać.

  3. Do nasączenia biszkoptu: Do kawy wlać wódkę.
  4. Składanie: Do plastykowego pudełka lub formy, a najlepiej do szklaneczek/pucharków włożyć warstwę biszkoptów, polać łyżeczką alkoholową kawą. Na to kłaść przygotowany krem i znów warstwę biszkoptów (jeśli gdzieś będzie dziura bezbiszkoptowa – nie szkodzi), polać je kawą i pokryć cienką warstwą kremu. Na wierzchu całość posypać odrobiną kakao. Schłodzić w lodówce, najlepsze będzie na następny dzień.

Żurek, barszcz biały, a po łódzku (Ziemia Łódzka - Łódź): ZALEWAJKA


Żurek w wersji domowej, żadna elegancja-francja, chociaż w dzisiejszych czasach, to nawet dobra chłopska zupa staje się luksusem (bieg, bieg, bieg)...

Typowo zimowa potrawa. Żurek wyszedł pyszny. No może mały minus za to, że zakwas ze sklepu, ale ten domowy nie jest trudny do przygotowania (3 dni wymaga dojrzewanie kwasu żurkowego – tutaj prosty przepis), choć przyznam, że jeszcze sama nigdy nie zrobiłam. Jednak robiłam zakwas na chleb, więc jakieś doświadczenie w tym obszarze wystąpiło. Zakwas w wersji płynnej (nawet ten sklepowy) smaczniejszy do zupy niż żurek czy barszcz biały fix, chociaż przyznam się, że, jeśli ugotuje się dobry wywar, to nawet z zupą z papierka wyjdzie smacznie, ale czy zdrowo? Tutaj kilka opcji: Żurek, Barszcz biały (prawie ten sam skład, co żurek tej firmy), Żurek - Zupy babci Zosi (bardziej naturalny, mniej niepotrzebnych dodatków) fix.

Żurek najbardziej lubię z ziemniakami, kiełbasą i jajkiem. Do tego kromka chleba. Tu wersja bezjajeczna, bo szczerze mówiąc zapomniałam o jajkach. Zaskoczyło mnie, że kiełbasa była wyjątkowo majerankowa. Pierwszy raz na taką trafiłam. Jeśli nie lubcie żurku z kiełbasą, można ją zjeść na ciepło z chrzanem albo na zimno w plasterkach na kromce chleba z tym samym dodatkiem.

U mnie w domu często NAZYWAŁO SIĘ barszcz biały lub delikatny żurek (moja mama nie lubiła zbyt dużej ilości zakwasu dodawać, a więcej śmietany) ZALEWAJKĄ (tutaj kilka słów o niej).

A między barszczem białym, a żurkiem jest podobno taka różnica (mnie się wydaje dość kosmetyczna, trochę może inny smak), że ten pierwszy powstaje na zakwasie pszennym, a żurek na zakwasie żytnim. Podejrzewam, że w dawnych czasach robiono zakwas z tego, co akurat się „ostało” i było dostępne.

A jak Wy przygotowujecie żurek lub barszcz biały? Macie swoje tajne sposoby, przyprawy albo niecodzienne połączenia?

Składniki na 4-6 porcji
  • 2-3 białe kiełbaski
  • 2-3 marchewki (może być też dodatkowo inna włoszczyzna np. pietruszka czy seler)
  • 1 duża cebula
  • ½ główki czosnku
  • liście laurowe
  • ziele angielskie
  • pieprz ziarnisty
  • odrobina cukru i soli
  • dużo suszonego majeranku (3-4 spore szczypty - ile, kto lubi)
  • mały kubeczek śmietany 12% lub 18%
  • 3 - 4 ziemniaki
  • ½ litra zakwasu (ja dodałam ten)

Do sporego garnka z wodą wrzucić kiełbasę, obrane i pokroje w mniejsze kawałki warzywa. Dodać liście laurowe, ziele angielskie, pieprz ziarnisty, odrobinę soli i cukru. Gotować około 1,5 – 2 godzin. Po tym czasie z wywaru wyłowić kiełbasę, warzywa i przyprawy. Obrane ziemniaki pokroić w drobniutką kostkę i wrzucić do wywaru. Jak się ugotują dodać zakwas i zagotować. Następnie połączyć ze śmietaną (wlać trochę gorącej zupy do śmietany i w ten sposób ją najpierw zahartować). Ponownie zagotować. Kilka kawałków ugotowanej marchewki lib/i innych warzyw pokroić również w drobną kostkę i dorzucić do zupy. Można dodać także 2-3 ugotowane wcześniej rozgniecione ząbki czosnku. Kiełbaski obrać z flaczka, także pokroić w kosteczkę i zagotować z zupą. Na koniec dodać sporo suszonego tymianku i ewentualnie innych przypraw jeśli to konieczne.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Śledż z ananasem w sosie curry



To danie było nowością na świątecznym stole. Drugą nowością był makowiec typu home-made, ale o nim może kiedy indziej.

Śledź nie zachwycił domowników, ale idea tego śledzia wydaje mi się zacna. Czegoś mu brakowało, jakiegoś złamania, przełamania smaku innym smakiem. U mnie przeważał jogurt, a nie majonez, więc może w tym tkwi odpowiedź. Może lepszy byłby ze świeżym ananasem (akurat nie mogłam dostać) i sporą ilością świeżego czosnku lub czegoś zielonego typu szczypiorek, kolendra? Jak myślicie? Ja mu daję czwórkę z dużym plusem.

Śledzie z ananasem w sosie curry
(przepis pochodzi stąd)
 
Składniki na 4 porcje
400 g matiasów
5 łyżek majonezu (dałam mniej)
3 łyżki jogurtu naturalnego
1 płaska łyżeczka łagodnego curry (dałam więcej)
szczypta cukru
4 krążki odsączonych kawałków ananasa z puszki
sól, biały pieprz
1 łyżeczka soku z cytryny
1/4 szklanki octu winnego z białego wina

Filety śledziowe dokładnie opłukać, zalać octem winnym, szklanką przegotowanej wody. Odstawić na kilka godzin do lodówki. Następnie dokładnie odsączyć. Wymieszać majonez, jogurt, łagodne curry, nieco cukru, sól, pieprz, sok z cytryny. Dodać odsączone kawałki ananasa. Przygotowanym sosem zalać pokrojone w kawałki śledzie, szczelnie zamknąć, odstawić na trzy dni do lodówki.

wtorek, 3 stycznia 2012

Nie zamykajcie barów mlecznych (czyli o barze "Prasowym")!

Zachwyca mnie to. I to. I jeszcze to. (artykuły - relacje)

Popieram takie inicjatywy i w ogóle dobrze prowadzone (schludnie i czysto) bary mleczne, bo:
  • Łączą pokolenia i ludzi różnych środowisk
  • Można zjeść coś naprawdę smaczengo, niedrogiego i domowego
  • Często można zabrać coś na wynos
  • Nie trzeba gotować dużego garnka zupy, a po prostu zamówić jedną porcję
  • Napoje są w dobrej cenie
  • Preferowałabym małe menu, ale z "gwarancją świeżości"
  • Piękny wystrój (w sumie "co kto lubi", a ja lubię:))
  • Niejedna restauracja ma gorsze zaplecze i pełno robali! (patrz: "Kuchenne rewolucje" Magdy Gessler)
  • Świetna atrakcja dla turystów i kult kuchni polskiej (Wszędzie na świecie można dostać i to, co jedzą tubylcy albo zjeść w miejscach droższych np. z kuchnią fusion. Jak się gdzieś podróżuje, to chyba większość chce spróbować czegoś nowego, miejscowego i oryginalnego?)
  • Jak dziewczyna albo chłopak nie umieją gotować, to mogą kupić naleśnika ukochanej osobie, co mnie też wydaje się romantyczne. Więcej o tym tu:"Pierogi z rewolucją"
zdjęcie pochodzi stąd

 Chętnie zajmę się współprowadzeniem takiego lokalu. To nie byłoby po prostu jedzenie, to byłaby misja!


poniedziałek, 2 stycznia 2012

Pełnoziarnisty makaron z tofu, suszonymi pomidorami, miętą i prażonym sezamem


mnie smakuje, jak coś pomiędzy piersią kurczaka, a serem

 Przydałoby się kilka słów na temat Świąt i Sylwestra. Ale to może później. Postaram się ogarnąć to, co się działo kulinarnego w jakąś zjadliwą i użyteczną całość. Wybaczcie, ale się wyłączyłam ("Człowiek czasem musi, inaczej się udusi. Uuuu.").

Makaron z tofu trochę nie pasuje do obecnych okazji (przed świętami go robiłam), ale postanowiłam wstawić ten przepis z dedykacją dla Klaudii, która pytała, co zrobić z tofu, żeby było smaczne (od dłuższego czasu wegetarianka). Także już wiecie, co mnie motywuje;).

Korzystałam z przepisu stąd.  Szukałam czegoś prostego i szybkiego.

Samo tofu większości (przynajmniej w tej szerokości geograficznej) nie zachwyca. Słyszałam nawet porównanie tego sera do betonu albo mielonki. W tej wersji smakowało mnie i mojemu lubemu. Chociaż ogromnego szału nie ma. Duży plus za to, że zdrowe toto jest. Macie jakieś doświadczenia z tofu? Jakieś przepisy sprawdzone? Patenty?


Składniki dla 2 osób:
  • 250 g makaronu pełnoziarnistego albo japońskiego gryczanego (soba)
  • kilka suszonych pimidorów
  • pół opakowania naturalnego tofu
  • trochę sosu sojowego i oliwy do marynaty
  • garść sezamu (mogą być też inne ziarna)
  • 2-3 ząbki czosnku
  • kilkanaście liści mięty
  • dodałabym też: cukinię pokrojoną w słupki (brakowało mi czegoś "mokrego" w tym makaronie)
 Tofu pokroić w niedużą kostkę i zostawić na marynacie (jeśli mamy czas możemy wstawić na dłużej do lodówki). Na suchej patelni uprażyć sezam. Przełożyć go do jakiegoś naczynia. Na patelni usmażyć tofu. Najlepiej bez dodawania oliwy, bo była ona w marynacie. Nie smażyć zbyt długo, tylko do lekkiego zbrązowienia. Zdjąć z patelni i podsmażyć na niej czosnek i kawałki suszonych pomidorów oraz cukinię. Dorzucić tofu i liście świeżej mięty. Wymieszać z ciepłym makaronem i sezamem.