piątek, 11 kwietnia 2014

W obronie słoików: keep słoiking!

magnes WARS SAWA DESIGN, znaleziony na Targach rzeczy ładnych, no - wszystko się zgadza - ładny!


Siła uroczego drobiazgu - małe, a cieszy. Małe, drobne, a ktoś o nas pamiętał! Nic wielkiego, a jednak spowodowało, że się w końcu w sobie zebrałam, by opowiedzieć Wam o moim podejściu do słoików. O co właściwie chodzi z tymi słoikami?

Słoik sam w sobie bywa dziełem idealnym i skończonym. Nie wiem jak Wam, ale mnie się zdarza zachwycić jego kształtem, czasem wykończeniem (nalepki, rysunki na wieczkach, przywieszki - no ogólnie "słoikowy dizajn"). Moim faworytem w tej konkurencji jest Luks Pomada. No pięknie - chciałoby się wyśpiewać.

Od słoika można też kogoś wyzwać. Najczęściej od "słoika warszawskiego". Jak się ktoś na to obraża, to nie jest z mojej słoikowej drużyny! W tej drużynie o przywożeniu zapasów z domu rodzinnego czy też od znajomych wyrażamy się tylko pochlebnie. Jeśli zostanie spełnionych kilka warunków, to nie ma się, co wstydzić czerpania tego, co najlepsze od rodziców czy dziadków.

Słoikowanie społecznie potrzebne


Poprzez "słoiking" dbamy o więzi rodzinne i przyjacielskie. Ludzie naprawdę to lubią. Lubią dawać, dzielić się i patrzeć, gdy ich praca komuś przynosi (chociażby) chwilę radości. I kto powiedział, że ma to działać w jedną stronę? Mama robi dobry bigos, a syn ratatuj (chociaż nazwą bardziej pasuję do "taty"). To wymianka. Tata piecze pyszny pasztet, to zamówmy go "u taty".

Zaoferujmy coś w zamian. Na przykład domowe trufle. Babcia piecze najlepsze ciasta? To poprosić babcię, żeby upiekła je na imieniny do pracy (prawie dam sobie rękę uciać, że żadna cukiernia nie podrobi domowego dzieła). Odwdzięczyć się można "czym kto potrafi". Czy to nie piękne?

Zaraz przejdę do uzasadniania powrotu do "systemu wymiany", więc urwę w tym momencie, bo to kolejny obszerny temat. Dodam tylko: czyż to nie mądre, by w małej społeczności chleb wypiekał ten, któremu wychodzi on najlepiej? A ta, która umie i lubi szyć - niech szyje ubrania. A ten, który.... No, do epoki małych plemion chyba już nie wrócimy, ale możemy wzajemnie dbać o nasze mikrospołeczności. Fajnie jakby temu bardziej sprzyjały również przepisy prawa polskiego. No może kiedyś!

Fast food jako niemałe zagrożenie


Jedzenie w słoiku zamrażamy lub wekujemy i mamy gotowy fast food. Tak, pewnie są i tacy zawodnicy czy też zawodniczki, które codziennie jedzą "na mieście" i "nie byle co", ale nawet takim się tęskni za czymś domowym. No jak by się kto nie starał, to zawsze (w różnym stopniu) masowe gotownaie nie będzie takie jak domowe. p.s. Kebab? Ja się boję kebabów! A przez każde żołto-czerwone "M", które mijam odczuwam kołatanie przedsionków serca.

Coś dobrego


Nie każdy umie gotować, nie każdy lubi, wreszcie: nie każdy czuje do tego czaczę i się zwyczajnie gotowania uczyć nie chce, a tęskni się za "czymś domowym, czymś z pewnego źródła", to czemu czasem nie poddać się "słoikingowi"? Patrz: punkt pierwszy.

A gdyby tak, opierając się na klasyku, skomponować pieśń pochwalną dla słoików o dźwięcznym tytule "Jestem słoikiem i wiem o tym!"? Tako rzecze Weczek. A co Wy sobie myślicie na ten temat?