sobota, 30 lipca 2011

Drugie lody w życiu (I can’t believe it! I did it!)


Kiedy ci smutno, gdy pada deszcz
Może coś wtedy słodkiego zjesz (dietetycy w tej scenie wymownie milczą)
Zakręć więc rózgą raz no i dwa
Wyskoczą ci kulki
Jak-ta-la-la (tu proszę sylabizować w rytmie)




Tak naprawdę trudno o dobre lody. Albo są za słodkie albo za „sztuczne”. Pierwsze domowe lody zrobiłam na podstawie przepisu, który przewija się na wielu blogach i stronach internetowych (np. w letnim numerze magazynu „Lawendowy dom od kuchni” w wersji truskawkowej i dodatkowo z mascarpone). Przepis na domowe lody bez maszyny. Powiedzmy, że były to lody bakaliowe, z dużą ilością kokosa i rodzynkami. Za słodkie!

Drugie podejście to lody czekoladowe. Nie korzystałam z żadnego nowego przepisu, zmodyfikowałam poprzedni.

Lody czekoladowe mniej słodkie
·         śmietanka kremówka (30% lub 36%) w ilości 400-500 ml
·         2 duże jaja
·         100 g cukru lub nawet mniej (zwykły lub cukier puder)
·         trochę cukru waniliowego lub wanilii
·         banan (lub nawet dwa banany)
·         odrobina soli
·         tabliczka gorzkiej lub innej czekolady
·         łyżeczka dobrego kakao (głównie dla intensywniejszego koloru)

Żółtka z połową cukru ubić na parze (miska na garnku z gotującą się wodą), ostudzić. Białka z odrobiną soli ubić na sztywną pianę. Kremówkę ubić z resztą cukru. Banana zmiksować. Miksować na niskich obrotach kremówkę z masą żółtkową, bananem, rozpuszczoną czekoladą i białkami. No i siup do jakiegoś pudełka lub mniejszych pudełek i do zamrażarki. „Mniam.Mniam.Mniam.Mniam.” – jak mówi bratanica mojego chłopaka, co w wolnym tłumaczeniu znaczy „jeść”.

*Lody smakowały dobrze  z sosem malinowym, dosyć słodkim. Fajny kontrast. Sos ten zrobiłam z rozgotowanych, przetartych malin zagęszczonych cukrem. A'propos zagęszczania, to dziś prawie nie wystrzeliłam siebie i paru innych ludzi w kosmos, redukując kolejny raz i kolejną porcję sosu malinowego. Na szczęście garnek produkował dym, który w porę dotarł do pokoju. 



Do lodów podałam murzynka cukiniowego z polewą z białej czekolady i orzeszkami laskowymi. Przepis na murzynka pochodzi stąd. Z murzynkiem tym także wiąże się ciekawa historia. Myślałam, że nie można pomylić ogórka z cukinią, ale okazało się wprost przeciwnie. Myślałam, że mam co najmniej 3 duuuuże cukinie, a były to ogromne ogórki! Także murzynek był z jedną (a wymagał około trzech) cukinią, troszkę przez to za suchy, ale z lodami dawał radę.
Mogło być też tak, że po prostu go przepiekłam. Niestety mam obsesje na punkcie dopiekania ciast. No i albo je przepiekam albo zakalce (chociaż nie są częste;)), ale bardzo ich nie lubimy (my, wszyscy ludzie tego świata, chyba;)). 



środa, 27 lipca 2011

Kukurydziane muffiny z malinami + grahamki, czyli, jak przetrwać deszczowe dni


To był dzień, kiedy miałam ochotę na mokre ciasto z owocami. Może były to nawet dwa dni. Padło na muffinki. Przepis pochodzi stąd. U mnie zamiast borówek (dodałam tylko kilka) głównie maliny, zaburzając przy tym proporcje, bo dałam ich wyjątkowo dużo. A na wierzchu odrobina cukru pudru. Były dobre pierwszego, drugiego, a nawet na trzeci dzień smakowały. 


p.s. A dziś na kolację i jutro na śniadanie będą debiutanckie grahamki (posypałam je dodatkowo płatkami owsianymi, a zamiast mąki chlebowej pszennej dodałam zwykłej pszennej tortowej) z tego samego miejsca, co muffinki. Znowu trochę zaburzyłam (najprawdopodobniej) proporcje. Jak na razie przypominają grahamki, a jak smakują okaże się pewnie rano, bo dziś przekroczyłam wszelkie limity kaloryczne, o czym opowiem w następnym poście. Wczoraj zresztą nie było inaczej... Najwyżej zmienię się w piękną kuleczkę i zmienię sposób przemieszczania się na turlanie. :-) A na dole okoliczne klimaty, które się mnie dziś trzymają. Pogoda pubowa;)

Smacznego! 

niedziela, 10 lipca 2011

Piknik = prosty






Żeby (nie) zwariować.

Piknik pod domem. Bluziuteńko. Angielka. Żółty ser i dobra jałowcowa. Ketchup i musztarda. You & me. Do tego sałata wymiata. Herbata w termosie i mam wszystkich w nosie:).

Bo piknik to powinno być coś prostego.
Aha. Nie wolno zapomnieć o trawie, drzewach, kilka kwiatków i krowa też by się przydały.

Macie swoje „must take” na takie dalekie wyprawy?:) Pytam tylko o proste przepisy, które przetrwają w podróży i które łatwo zjeść.

sobota, 9 lipca 2011

-Co tak pachnie? -5 przemian!





Do zrobienia dzisiejszej kawy zainspirowała mnie Trzcinowisko z bloga zielonystolik.blogspot.com. Kiedyś już robiłam kilka razy taką kawę. Jest bardziej aromatyczna niż ta parzona w szklance lub z ekspresu. Chociaż ostatnio coraz mniej mam ochotę na kawę, (może mi to ktoś wyjaśnić?) to skusiłam się na nią dziś. Nie miałam miodu, więc dodałam cukier, ale miód dodaje jeszcze więcej aromatu. A i jak Trzcinowisko pomijam etap dodawania odrobiny zimnej wody, a czy to znaczy, że to kuchnia 4 przemian?;)

Składniki na 1 kubek:
  • woda
  • kawa mielona
  • przyprawy (cynamon, imbir, odrobina szafranu, kardamon – wg uznania)
  • łyżka miodu lub cukru
  • odrobina soli

Wodę gotuję i wsypuję po kolei z przerwami: odrobinę soli, przyprawy (osobno każda + chwila gotowania), dosypuję 2 łyżki kawy i gotuję około 5 minut. Po wyłączeniu kuchenki, dosładzam miodem lub cukrem.

piątek, 8 lipca 2011

Sałatka tajska, czyli CKL


Dalszy ciąg uzupełniania zaległości. Przepis pochodzi stąd. Delikatnie zmodyfikowany przez mojego Lubego:) (nie mylić z Lu Begą;)). Fajna i do domu i do szkoły (na uczelnię;)) czy do pracy. Lekka i sycąca jednocześnie. Warto użyć najlepszego mięsa z pewnego źródła, bo nie każde wyjdzie dobre. Proporcje stosować według zasady CKL – co kto lubi. 

niedziela, 3 lipca 2011

Muffiny drożdżowe z daktylami i kandyzowaną pomarańczą



Nadrabiam zaległości, przepis miałam wstawić dawno, ale o nim zapomniałam. Lubię drożdżowe muffiny, najlepiej ze świeżymi owocami, ale akurat w tamtym czasie dostałam w prezencie daktyle z Jerozolimy, ogromne, pyszne (jeśli ktoś lubi daktyle), więc nie zawahałam się ich użyć. Jeśli ktoś ma ochotę i życzenie proponuję polać je lukrem z nutką cytrynową albo pomazać trochę czekoladą. Chyba pasują do dzisiejszej aury, do kakao, koktajlu jogurtowego albo kawy i herbaty.


Składniki:
  • 40 g cukru
  • 2 jaja
  • 40 g masła
  • 200 ml mleka
  • cukier waniliowy
  • 250 g mąki
  • pół opakowania drożdży instant
  • kilkanaście daktyli (ilość wg uznania)
  • odrobina soli
  • garść kandyzowanej pomarańczy* (albo skórki pomarańczowej)
  • trochę szafranu (albo cynamonu)

*można zrobić ją samemu, tak samo skórkę kandyzowaną

Przygotowanie:

Mleko podgrzać z masłem. Ostudzić. Drożdże wymieszać z mąką, solą i jajami. Dodać mleko z masłem. Mieszać drewnianą łyżką około 5 minut. Dodać daktyle, pomarańcze. Ostawić w ciepłe miejsce (najlepiej na drzwiach lekko nagrzanego piekarnika) na około godzinę. Po tym czasie formę na muffiny (na 12 sztuk) wysmarować delikatnie odrobiną masła i nakładać porcje ciasta. Zostawić do wyrośnięcia na około pół godziny przykryte folią aluminiową. Piec w temperaturze ok. 200 stopni przez 20-25 minut (wymagany suchy patyczek + delikatne zarumienienie).