sobota, 28 czerwca 2014

Barwy miłości: zielony



























zBLOGowani.pl

Być blogerem lub (w moim przypadku bardziej) blogerką to chłonąć świat w taki sposób, żeby móc potem o tym opowiadać innym. Nie wiem, czy to się ma, nabywa, rozwija czy dostaje. Wiem tylko, że wszystko byłoby "niczem", gdyby nie można było się tym z kimś podzielić. 


piątek, 20 czerwca 2014

Wilczy głód

Hit sezonu: jadalne zakładki do książek...

"Głodne oczy" - któż z nas ich nie zna? 



Głód często znaczy "niebezpieczny" albo, mówiąc inaczej, "zdeterminowany". Głody bywają małe i bywają głody wielkie. Nie zawsze musi chodzić o chleb, chociaż mawiają, że głodnym on na myśli. Można być na przykład głodnym wiedzy, spragnionym ciekawej lektury.

Trafiłam dziś na opowieść o "Hobbitowym" wątku łaknieniowo-kulinarnym. W fantastyce nie gustuję (dusza reportażowo-dokumentalna raczej), ale może pora to zmienić? Autorka Foodie blog bardzo mnie zachęciła. Zadziwiająco dużo w tej pozycji o jedzeniu i jego związku z działaniami różnych stworzeń weń występujących. Zresztą, posłuchajcie sami:



Przy okazji tematu przypomniało mi się, że w "Biegnąca z wilkami" znalazłam kiedyś fajny cytat. Może coś jest na rzeczy z tą wielką motywującą siłą?

Dla wilków czas głodu kończy się zwykle wiosną, kiedy śniegi stopnieją. Zdarza się, że wówczas wygłodzone stara zabijają bez opamiętania. Nie mogą zjeść większości mięsa, nie robią zapasów. Po prostu porzucają zabitą zwierzynę. Zabijają o wiele więcej, niż mogą spożyć, o wiele więcej, niż potrzebują. (...) Nagła wolność odurza - można iść, dokąd się chce, robić, co się chce, żyć, jak się chce, zaczyna się szamotanina i utrata wszelkich hamulców - co się uważa za usprawiedliwione. Dziewczynka w baśni także czuje się usprawiedliwiona, kiedy za wszelką cenę chce zdobyć Baśń "Czerwone trzewiczki". Głód powoduje utratę rozsądku. 

Wnioski: "Głodny kija się nie boi", dlatego restrykcyjne diety są nieskuteczne!

KONIEC :)

sobota, 7 czerwca 2014

Luźne myśli: truskawki

Hojność, przedsiębiorczość, myślenie perspektywiczne czy też promocja - niby powszechnie wymawiane i wypisywane słowa, a jednak miejscami nadal mamy z nimi problem. Może było tak zawsze? Może zawsze ludzie dzielili się na tych bardziej szczodrych i tych raczej sknerowatych? Są sprzedawcy, którzy wydają resztę i np. "jabłko gratis". I takich również zdarzało mi się spotykać. Instynktowne dbanie o wizerunek, zachęta do kolejnych zakupów i zwyczajna, ludzka wielkoduszność. Może jednak nie aż tak zwyczajna?

Polska to nie Grecja, to fakt. W Polsce można kupować "na sztuki" albo "dziesięć deko". W niektórych rejonach rolnik-sprzedawca by nas wyśmiał i wcisnął "dwie cebulki" bez żadnego gadania, za free. No, ale jesteśmy w Polsce. Chcemy więcej pieniędzy, ale czy dorzucając dwie truskawki więcej jakoś specjalnie zbiedniejemy? A ile możemy zyskać!

Ja na pewno doceniam takie procedery. Strasznie razi mnie jak np. ostatnio młody chłopak waży mi owe owoce i odejmuje ciągle, byleby nie dać za dużo. Inna sytuacja: jeden pan kupuje przede mną truskawki, sprzedawca liczy mu czternaście pięćdziesiąt. Na co tamten...

- No naprawdę, pięćdziesiąt groszy będzie Pan mi liczył?
- No nie mogę inaczej.
- Hańba!

I odchodzi. I ma dużo w tym, co mówi racji. Zapewne nie wróci drugi raz do tego samego sprzedawcy. Mówią, że biznes jest biznes. Może i mają rację, ale z takich mniejszych czy większych gestów składa się dobro na świecie albo zwyczajna, fajniejsza wspólna codzienność, nie używając zbyt górnolotnych słów.

Makaron z białym serem, sosem ze zmiksowanych truskawek i melisą.

Z hojnością, gościnnością jest jak z makaronem z truskawkami lub/i serem, czasem śmietaną. Co kto lubi. Jest właśnie tak, jak stwierdziła niedawno (cytat niedokładny, bo nie mogę znaleźć) Olga Cecylia z bloga Ich4pory:

- Ludzie dzielą się na takich, którzy uwielbiają makaron z truskawkami i na takich, ktorzy go w życiu nie tkną!

Ale coś za dużo mi się dziś kategoryzacji wkrada. Lepiej jedzmy! Truskawki. Póki sezon.


I na śniadanie.