czwartek, 3 lipca 2014

Nos pamięta!


Latem, szczególnie jakoś właśnie latem czuję więcej zapachów, które przywołują mi tony rożnych wspomnień. Nie zawsze od razu potrafię powiedzieć w jakiej sytuacji się kiedyś nimi miałam okazję "zaciągać". Są jednak i takie, przy których mogę śmiało krzyknąć: "Tak! Wiem! To Wtedy!". Smakowo-zapachowych historii cała masa.

Dziś przypomniał mi się zapach cukrowych, pudrowych cukierków. Jeden ze smako-zapachów mojego dzieciństwa. Potem, nie wiem skąd i dlaczego, ale pomyślałam o chlebie i pomidorach, które jadałam u mojej babci (tej drugiej, którą pożegnać musiałam wcześniej niż tą, która mieszkała w moim mieście). I to nie były same wyjątkowo smaczne pomidory pomidorami pachnące ani nawet nie sam chleb z miejscowego sklepiku, również wyjątkowo pyszny. To jest zapach pomidorów, świeżego chleba i ceraty (specjaliści od nazywania np. kolorów farb określiliby ten zapach pewnie tak "lato w małym miasteczku wymieszane z kuchenną ceratą i orzeźwiającym pomidorem, pachnące chrupiącym chlebem..." albo w wersji minimalistycznej "Wakacje w miasteczku z babcią"). Tak, zapach starej kuchni, nie-do-podrobienia. Z tych czasów i okolic szczególnie w moją pamięć sensoryczna wbił się domowy makaron (kluseczki!) i rosół, a ze skrawków ciasta makaronowego pyszne "podpłomyki" wrzucane na blat starej, rozgrzanej kuchni. I leniwe pierogi. Ile to lat zajęło mi rozkminienie, dlaczego niektóre kopytka w stołówkach i u babci smakują jakoś inaczej i lepiej! Po jakimś czasie skojarzyłam dopiero, że to były leniwe kluchy! Jakoś w moim domu nie było tradycji leniwych.



Pamiętam też kolorowe lody w kubeczkach, rowery, oranżadę i paski kolorowe jak pióra koguta powieszone w drzwiach jako zasłonka. Klimat na masa! Obok domu mały ogródecek, drzewo wiśniowe, kilka grządek, a i marcheweczka się zdarzyła, pietruszeczka, czasem trochę truskawek. I kwiaty, sporo różnych kwiatów. Kiedyś nie bardzo podobała mi się taka wybuchowa ich mieszanka, ale dziś na pewno doceniłabym taki eklektyzm i luz, trochę na granicy kiczu, ale pełen życia i świeżości. Bo chyba nie zawsze wszystko musi się zgadzać, tętnić spójnością, konsekwencją, perfekcją. Chyba ważne, żeby było po prostu dobrze? To se nie vrati, no cóż. A ja, chociaż nie miałam z babcią częstego kontaktu i wielu wspólnych tematów, to na zawsze zapamiętam ją jako bardzo hojną i gościnną gościówę (prawda, że ładny zbitek słów? "gościnna gościówa") od pysznych, letnich, pomidorowych kanapek.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz