sobota, 1 marca 2014

Kisiel, miód i...


- Skąd Twoje zamiłowanie do gotowania?
- Pewnie spod Wilna, a dokładniej może spod Święcian? 





Prababcia miała w 1941 roku już niecałe 30 lat, ale piosenka piękna, prawda? 

Wanda, BIAŁA MAGDA, z domu: Bukowska


Znalazłam ostatnio w sieci wspomnienie kapitana Romana Boraka (pseudonim GÓRAL) o mojej prababci. Kiedyś szukałam czegoś o niej, wiedząc, że była łączniczką w Armii Krajowej, ale nie trafiłam na nic. Zastanawiam się skąd to dość obszerne wspomnienie o niej i co łączyło te dwie osoby? Może nic oprócz wspólnych zadań i akcji, a może byli przyjaciółmi? Dobrymi znajomymi albo...?

Myślę o tym całym wojennym cierpieniu i próbuję ułożyć to, co już o niej wiem. Nic jednak nie jest czarno - białe, a w każdej opowieści można zaleźć coś smacznego, prawda?

Kisiel z bitą śmietaną


Do około 4-5 roku życia mieszkałam też z prababcią. Dziadkowie wyprowadzili się do swojego nowego mieszkania, a prababcia została z moją rodziną, a konkretnie moi rodzice po ślubie zamieszkali u niej. Duże przestrzenie, kamienica, było gdzie biegać, chociaż czy ja coś pamiętam?

No właśnie coś pamiętam. Jednak w późniejszych latach nie przypominam sobie by wspominała o swoim partnerze. Czy tak się bała? Czy tak było to dla niej trudne? A może ją jakoś zawiódł? Pewnie zwyczajnie starała się żyć i nie zadręczać ciągle. Wyobrażałam sobie go (jak już zaczęłam bardziej kojarzyć) jako albo alkoholika albo zdrajcę (Polski lub swojej kobiety), mordercę lub kata. To mi podchodziło pod temat tabu. Takie, prawda, stereotypowe skojarzenia. O, jeszcze czasem wpadało mi, że mógł być Niemcem, a dziadek mój - owocem gwałtu. To byłby „temat tabu fest”! Tak, wiem, czasem mnie ponosi ta moja krwawo - mordercza wyobraźnia... ;)

Dopiero niedawno dowiedziałam się też czegoś o ojcu mojego dziadka. Wcześniej, z wiadomych względów, był to chyba temat tabu? Strach, że się wyda, że ktoś się przypadkiem wygada? Miał na imię Ryszard. Pracował jako zecer. Oficer Armii Krajowej. Podobno po wojnie spotkał się jeszcze z moją prababcią i jej synem, ale potem musieli się rozstać. Z tego, co wiem wrócił w swoje rodzinne strony. Co za ból, tęsknota, rozłąka – myślę sobie w pierwszej chwili, a potem nagle przychodzi objawienie: przecież oni się cieszyli, że przeżyli, że byli bezpieczni, że nikt ich nie katował,nie siedzieli w więzieniach! Takie to było szczęście. Miłość na odległość...

Chusta, prezent dla mojej mamy od prababci.
Moja mama nie lubi wielkich chust, więc jej nie nosiła.
Teraz noszę ją ja. Piękna!
Mieszkanie obok, z którym nasze łączyły zwykłe drzwi zajmowała „Pani Jagoda”. Jej matka razem z moją prababcią i je rodzicami uciekała z Kresów. Najpierw trafiły do Łasku, a potem do Łodzi. A może to „Pani Jagoda” przyczyniła się do tego, że lubię to, co lubię? Jeść, gotować, cieszyć się smakiem, nie tylko w temacie kulinariów. Pamiętam (chociaż nie jestem pewna czy to nie jakieś dziecięce urojenie), że zapraszała nas na kisiel na zimno, z bitą śmietaną. Jak przez mgłę pamiętam torty czy pierogi. Chociaż może to już były opowieści rodziców? Jedno pamiętam doskonale (chociaż to już trochę inna działka): jej zmarły mąż był malarzem. Wyobraźcie sobie ogromny pokój (a może byłam tak mała i wydawał mi się ogromny?) cały poobwieszany obrazami! I te ramy, złoto, kolory różne. Inne kulinarne wspomnienie z ową bardzo dobrą znajomą: byłam u dentysty z rodzicami i postanowiliśmy ją odwiedzić. Nie pamiętam czy to było planowane, chyba nie. Poczęstowała nas ciastem bananowym z galaretką. Smutno mi było, bo nie mogłam jeszcze jeść (ząb!), ale odrobinkę chyba spróbowałam. Taka pamięć zmysłowa, taka pamięć zapisana na kubkach smakowych. I w nozdrzach, wiadomo.

Miód


Baza „Miód” (inna nazwa okręgu Wilno), moja prababcia, łączniczka Armii Krajowej. W jej mieszkaniu - powiedzielibyśmy teraz – znajdowała się „miejscówka”, punkt kontaktowy. Miała 29 lat (był to 1941 rok). Później przeniesiono ją do Okręgu Nowogródzkiego AK. Tam powierzono jej służbę kurierską na linii Lida-Wilno i Lida-Białystok.
W listopadzie 1943 r. została przydzielona do IV batalionu ppor. "Ragnera" - 77. pp. AK, w którym pełniła obowiązki zastępcy szefa komórki do spraw cywilnych. Od kwietnia 1944 r. zaś pełniła funkcję kurierki między mjr. "Kotwiczem" * a komendantem wileńskiego okręgu AK - płk. "Wilkiem". Po tragedii wileńskich oddziałów AK w Puszczy Rudnickiej, Wanda służyła w oddziale samoobrony "Kotwicza". Po śmierci dowódcy w walce z oddziałami NKWD pod Surkontami powróciła do pracy konspiracyjnej na terenie Wilna. W jej mieszkaniu mieścił się punkt kontaktowy. Potem przeniesiono go na ul. Krzywą. Wanda pełniła w obu funkcję łączniczki i kolporterki prasy podziemnej. Utrzymywała łączność z żołnierzami AK z okręgów: "Wiano" i "Nów", więzionymi w wileńskim więzieniu NKWD, m.in. z ppor. "Grodniakiem" i "Jaroszem". Kisielnicka uniknęła aresztowań NKWD. Dzięki fałszywym dokumentom przekroczyła granicę jałtańską i linię Curzona. Osiedliła się w Łodzi.
Przepis na drobiowe klopsiki w sosie miodowo-musztardowym znajdziecie tutaj.

Nie wiem jak zorganizowane były punkty kontaktowe (może jakiś historyk się wypowie?), ale wydaje mi się, że pewnie nie raz częstowała obiadem czy chociażby kawałkiem ciasta. Chociaż to pewnie zbyt wielkie marzenia, bo przecież była wojna! Jestem jednak pewna, że dzieliła się czymkolwiek, co było wtedy osiągalne. A może gotowała też dla większej grupy osób? Wiem na pewno, że bardzo lubiła i umiała gotować, chociaż nie pamiętam jej kuchni. Pewnie byłam za maluteńka.




Wódka


Jako młodsza dziewczyna, mieszkała w Podjelniakach (koło Święcian w ówczesnym woj. wileńskim). Majątek, hektary ziemi, polowania, wystawne obiady. Tak mi się przypomina, że dziadek zawsze podkreślał, że "służba jadała razem z Państwem", więc wiecie - nie jakieś tam chamstwo i drobnomieszczaństwo! :)

W 1932 roku Wanda ukończyła Gimnazjum Handlowe im. Filomatów w Wilnie. Do 1987 roku pracowała w łódzkich bankach. A potem pojawiłam się ja! Na emeryturze opowiadała mi bajkę o Czerwonym Kapturku.

Moja praprababcia Alinka i Prapradziadek Ignaś

Anegdotka: Mama mojej prababci (czyli moja praprababcia), uczestnicząc w biesiadach, często solidnie zakrapianych, piła razem z gośćmi, ale jak to dama i gospodyni nie mogła się nadmiernie sponiewierać (prawda?), więc wypijała kieliszeczek, no może dwa, a resztę wylewała 'za kołnierz'. Rozbawione towarzystwo zapewne nie zauważało tego sprytnego triku.




Kto by tam wojną myślał o majątku, nie mówiąc już o dokumentach – pewnie jakby takie u nich znaleźli, to już by do centrum Polski nie dotarli... Nie Amaro, ale Modest Bobowicz., ps. "Wircz", żołnierz VII bat. 77. pp. AK wgłosił na jej pogrzebie (26 sierpnia 2002 roku) mowę pożegnalną.

P.s.


Co zrobiłabym na jej miejscu, jak bym się zachowała? Nie wiem. Nie jestem historyczką czy też strategiem wojennym. W ogóle kiepski ze mnie strateg, a historii tej nie opowiedziałam Wam w celu udowodnienia tego czyja postawa była właściwa.


U góry: prababcia Wanda, po lewej: mój dziadek


Myślę sobie tylko, że są takie osoby w naszych rodzinach czy wśród przyjaciół, które mają (nawet jeśli nie bezpośredni) szczególny wpływ na to jacy jesteśmy. Trudno to opisać. Coś Cię z kimś łączy i nie wiesz co, chociaż możesz prawie nie znać tej osoby. Bo co ja tam z nią zdążyłam pobyć? Niewiele. A i ona nie była zbyt otwarta. Zachęcała do odmawiania „paciorków” i wygłaszała czasem mądre myśli, które poznałam bardziej już dzięki moim rodzicielom.

Jestem pod wrażeniem jej odwagi, sprytu, inteligencji – byle (no nie bójmy się tego powiedzieć!) głupek wsypałby się nieumyślnie od razu i pewnie nie bardzo umiał strategicznie i mądrze zrealizować powierzone mu zadania. Została odznaczona na przykład Krzyżem Armii Krajowej oraz odznaką Weteranki Walk o Wolność i Niepodległość Ojczyzny.

Muszę przemaglować jeszcze dziadka, może opowie mi więcej. Chwilowo miał sporo jednak spraw po śmierci mojej babci.


* "W połowie września Kalenkiewicz dołączył ochotniczo do sformowanego z rezerwistów 110 Pułku Ułanów, dowodzonego przez ppłk. Jerzego Dąmbrowskiego "Łupaszkę" i wchodzącego w skład Rezerwowej Brygady Kawalerii przydzielonej do obrony Wołkowyska."
A z "Łupaszką" wiąże się np. ten film -  polecam! 



2 komentarze:

  1. pamięć o bliskich nie umiera gdy my o nich pamiętamy :)) cudowna historia. Dbaj o nią, żeby przetrwała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coś mnie wzięło na rodzinny galizm-anonizm :)

      Usuń