wtorek, 11 lutego 2014

Czekolada, las i warkocze


Obecność tak bardzo łatwo przeoczyć. Wydaje się to absurdalne, ale jednak. To, że ktoś NAGMINNIE i UPORCZYWIE JEST sprawia, że jego bycie zaczynamy traktować jako status quo, coś zupełnie oczywistego. A potem jak nagle (zawsze jest nagle) znika, to się robi jakoś tak dziwnie.

Moja babcia w 1959 roku, w tym roku brała też ślub...


Zdarzyć się mogło.
Zdarzyć się musiało.
Zdarzyło się wcześniej. Później. Bliżej. Dalej.
(...)
Bo sam. Bo ludzie. Bo w lewo. Bo w prawo.
(...)
Na szczęście był tam las.
(...)
Wskutek, ponieważ, a jednak, pomimo.
(...)
Więc jesteś? Prosto z uchylonej jeszcze chwili?
Sieć była jednooka, a ty przez to oko?
Nie umiem się nadziwić, namilczeć się temu.
Posłuchaj.
jak mi prędko bije twoje serce.

"Wszelki wypadek"/urywki Wisława Szymborska


Nie wiem dlaczego, ale babcię ostatnio najbardziej kojarzę z wyprawami do lasu. Czy to w dzieciństwie (grzyby, jagody!, lalala) czy całkiem niedawno (pewnie będą już ze cztery lata), gdy zgubiłyśmy się w nim obie, a ludzie z sąsiedniego miasteczka patrzyli na nas jak na kosmitki (na szczęście miałam przy sobie tik-taki, więc jakoś przeżyłyśmy!), które przewędrowały niemały kawałeczek. No i warkoczyki. Mokre włosy zaplatane na werandzie, nad jeziorem. Dużo małych warkoczyków, żeby osiągnąć 'efekt karbowanych włosów' i zaszpanować (o ile dobrze pamiętam) na placu zabaw. Ile mogłam mieć wtedy lat... Pięć, może sześć, jakoś tak...


A co lubiła jeść? Lista jest długa (fajne zupy, grzyby, buraczki, mięsa ze słodkimi dodatkami...). Generalnie bardzo lubiła jeść. Szczególnie na słodko. Najczęściej czekoladowe. Śmiałam się zawsze, że najlepiej, gdyby to było coś czekoladowego z czekoladą, przełożone czekoladowym kremem, w polewie czekoladowej z posypką czekoladową i najlepiej jeszcze czekoladowym lukrem. Pewnie babcia odnalazłaby się z łatwością w Czekoladowym Świecie Aurory, a ja wiem już po kim mam ciągoty do radykalnie czekoladowych smaków... Wszyscy przecież wiemy, że np. lody czekoladowe są lepsze od śmietankowych. ;) A gotowanie. Hmm. Gotowała chętnie, ale raczej nie z pasji. Nie było w tym specjalnego rozmachu. Smacznie, domowo, raczej tradycyjnie.


Szarlotka - ostatnie ciasto, które razem zjadłyśmy. Już wtedy kiepsko jadła, ale uszczknęła nawet niemały kawałeczek. Chociaż żadna tam ze mnie przodowniczka wypieków, to pamiętam, że wyszła mi akurat jakoś wyjątkowo smaczna.


Zmarła przed świętami. Niefajny sobie ten czas na umieranie wybrała, ale czy którykolwiek moment byłby dobry? No właśnie. Pamiętam z pogrzebu bardzo niewiele. Nie rozpoznałam wielu osób, które powinnam była poznać. W ogóle mało pamiętam, kto się wtedy pojawił. Utkwił we mnie tylko uśmiech jej dobrej znajomej (dekoratorki wnętrz i wystaw, na emeryturze - malarki), której nie widziałam szmat czasu. Tak, ona się uśmiechała. Na pogrzebie. Tak ciepło jak moja babcia, chociaż ostatnie lata miała dość ciężkie. - Skąd ja Panią znam, myślę i pytam, a potem rozmawiamy dość krótko w drodze powrotnej. Mówię jej, że wiszą u mnie wciąż jej akwarelowe bratki i tak od słowa do słowa... Niewykluczone, że to była jedna z ważniejszych rozmów w moim życiu. Śpij sobie spokojnie babciu.

Znajoma babci maluje głównie kwiaty, często bratki, a może wcale nie częściej niż inne, a ja zwyczajnie je zauważam? Ulotność, życie i śmierć w kilku płatkach. Tak je widzę. Zresztą nie tylko ja. Niebawem jej ostatni wernisaż.


7 komentarzy:

  1. współczuję bardzo, ja mam jeszcze obie babcie i kocham je bardzo. Też mi się kojarzą z wyprawami do lasu, z jagodami i grzybami.
    A szarlotka wygląda wspaniale
    Pozdrawiam
    Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świeżo zbierane jagody z zimnym mlekiem latem. :) Mmmm...

      Usuń
  2. Życie zaskakuje. Wiosna już pukała, a tu co? Pada śnieg. Fajnie, c'nie? :) Babcia moja sobie fruwa jak motylek (http://www.youtube.com/watch?v=Su7bvWtT5vE), też powinnam w końcu odkurzyć skrzydełka swoje. :) p.s. Chociaż w sumie jest luty, w lutym z reguły pada śnieg. A tam...

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi Dziadek zmarł przed Wielkanocą, też niezbyt ciekawy czas... I choć to już 8 lat, to ciągle straszliwie tęsknię... Ech...
    Współczuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 8 lat i wciąż tęsknota, to nie brzmi dobrze... :/ A może ludzko, zwyczajnie. Jak brakuje, to się tęskni no i już. Pozdrawiam! :)

      Usuń
  4. Moja też odeszła nie w porę... ale tak to właśnie jest :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszyscy odchodzą bardzo nie w porę. Ja żałuję, że tak mało czsu było nam dane spędzić razem.

    OdpowiedzUsuń