piątek, 12 grudnia 2014

O pół słoiczka za dużo


Tym, co motywuje i napędza poczynania wytwórni rynku towarów konsumpcyjnych, nie jest zaspokojenie potrzeb klienta, lecz utrzymywanie go w stanie nieustannego niezaspokojenia.
Zygmunt Bauman "Śmieć"
Temat rozsądnego konsumowania i dzielenia się dobrami często pojawia się w przedświątecznym okresie. W niektórych kręgach (śmiech) owe tematy poruszane są jednak cześciej (dobrze!). O ile nasi rodzice i dziadkowie pamiętają niełatwe czasy (wojna, PRL), kiedy musieli się nieźle nagimnastykować lub swoje "odstać", by cokolwiek zdobyć (swoją drogą nie potrafię sobie wyobrazić takiego życia "w ciągłej kolejce", nie mówiąc już o czasie wojny), to moje pokolenie i pokolenia młodsze mają przeważnie (kolejny wielki problem - problem biedy i ubóstwa odłóżmy na "kiedy indziej") łatwy dostęp do wszelkiego rodzaju produktów. 

Żyjemy w czasach "więcej, mocniej, szybciej", w których niełatwo o rozsądek. To prawda, że jesteśmy istotami emocjonalnym i podążanie za swoimi emocjami ma swój urok, ale w sprawę trzeba wniknąć nieco głębiej.

Kontekst głodu poruszyła Marta Dymek w artykule miesięcznika Znak "Zmarnowane obiady". O pracy, którą ktoś wkłada w "powstanie produktu" też wspomniała, ale ten aspekt jakoś do mnie szczególnie przemawia. Gdzieś, ktoś zrywa owoce z drzew i krzewów, wykopuje z ziemi warzywa korzeniowe i ziemniaki. Tak, z reguły nawet taki ktoś pobiera z tego tytułu dochody, ale to nie jest powód, by tak łatwo zaprzepaszczać efekty jego pracy i wyrzucać jedzenie, które możemy przerobić lub przechować na różne sposoby (np. zamrozić).

Nie wiem, skąd to mam, ale bardzo mocno doceniam ludzką pracę. Zarobkową albo charytatywną, wynikającą z dobrego gestu, z przypadku, każdą. Dlatego też wszelkie prezenty "hand made" i "home made" stawiam na piedestale. Należę do tej "smutnej i wrażliwej" (hehe) grupy osób, które płaczą nad pięknym, własnoręcznie przygotowanym opakowaniem czy kartką. Podobne odczucia wywołują u mnie dorodne dary natury - ktoś je musiał zasiać (zasadzić), wypielęgnować i zebrać.

Każda utopia to zły pomysł. I nudno byłoby jednak jak cholera (bardzo, bardzo). Idealny świat, w którym nic się nie manuje. A czasem trzeba i zmarnować*, bo wcale, a wcale nie chodzi o to, by żywić się pleśnią. O nie! Jak trzeba to wyrzucamy, ale sedno tkwi w planowaniu, w kupowaniu akuratnym, w myśleniu. Utopii mówię "nie", ale dążenie do niej całkowicie popieram.

Poruszę jeszcze może kwestię jednoosobowych gospodarstw domowych. Niełatwe to zadanie w takim wypadku przestrzegać tych wszystkich zasad, ale da się. Po pierwsze, proponuję porcjowanie i mrożenie (świetna opcja, kiedy nie chce się nam gotować lub gdy jesteśmy zwyczajnie zmęczeni jak...**). Wiem, że nie wszystkich zadowala ta metoda, ale lepsze to niż codzienne "jedzenie na telefon". Po drugie, jeśli mamy za dużo, możemy się podzielić (np. ciastem). Po trzynaste i osiemnaste, no cóż, trzeba trochę włączyć myślenie.

p.s. Wyszukujecie sobie czasem w "guglu" przepisy ze składnikami, które macie lub które Wam zostały? (np. pomidor, makaron, 1/2 puszki kukurydzy) Bo wydaje mi się, że to też jest fajny sposób na niemarnowanie.

I na koniec pożegnajmy się z iluzją:
Ledwo dorosło pokolenie wychowane na reklamach, ledwo rozpoczęło pracę w firmach ''więcej, więcej & więcej'', a już trzeba zwijać ten interes. 
- Tak. Trzeba żegnać się z iluzją ''więcej''. 
"Folwark polski", rozmowa Grzegorza Sroczyńskiego z Andrzejem Lederem

* I tu pojawia się obrazek jak z filmów "hamerykańskich". Scena jakich wiele: jakiś pan (lub pani) coś pisze na maszynie albo na kartce i co rusz, z niezadowoleniem wymalowanym na licu, zgniata efekt swojej pracy i wrzuca go do kosza albo na podłogę. A potem (po wielu próbach) wydaje swoją powieść, która okazuje się (wiadomo) bestsellerem. ;)

**
Zmęczony jak... dokończ, bo nie znalazłam słowa. :)


czwartek, 20 listopada 2014

Liebster Blog Award - nominuj!



-Pokaż Pepiczku, co masz w słoiczku? 
- Szarlotkę, dla Królewny, która lubi jabłka!

Liebster Blog Award. Ale to już było... ale to nic, bo to kiedyś, dawno i nieprawda! Może być jeszcze raz. Kogo by tu nominować - tyle blogów znam, a jak co do czego przychodzi, to mam pustkę w głowie!

Nominowała mnie Anna z bloga Wiejski Front. :) Dzięki!


Zasady są takie: jeśli masz ochotę, odpowiadasz na 11 moich pytań. Potem wymyślasz 11 swoich (możesz też skopiować te moje) i nominujesz 11 innych blogów (mnie nie możesz). Bawisz się? :) Zabaw się!

1. Twoje dobre wspomnienie?

Dużo, dużo, bardzo ich dużo. Bogactwo! Najczęściej dotyczą bicia serc albo takich "głupotek" w stylu "i jedliśmy wtedy..." itd.

2. Jaką rzecz/cechę  kochasz w najbliższej Ci osobie Mężu/Dziecku/Mamie/Siostrze/Przyjaciółce/Bratu itp.

Najbardziej w życiu chyba przewijają mi się dwie cechy: hojnośc i poczucie humoru (jako cecha?).

3. Kiedy świeci słońce …. (dokończ zdanie – ja np. wieszam pranie ;p)

a. Kiedy świeci słońce, marzę o lesie i łące.

b. Kiedy świeci słońce, to jestem radosny.

4. Surowa ściana czy karton gips?

Ściana z ramion! A prywatnie polecałabym cegłę. Marzy się tyci, tyci domecek. Cegła to jest to. Wewnątrz można otynkować, ogipsować, co kto chce, czemu nie.

5. Najdzikszy wypad w Twoim życiu odbył się do…

Wypad z orbity. Potem strasznie trudno się na nią wraca.

6. Jaką postacią z bajki byłabyś/byłbyś i dlaczego?

Jakiś czas temu znalazłam na ulicy kartę (pewnie dziecku jakiemuś wypadła z talii albo kto wrzucił ją do fontanny z żabkam,i "na szczęście") z Królewną Śnieżką, Królewiczem i całym tym stafem, ale nie. Nie widzę siebie w tej postaci. Łączy nas tylko jedno - Śnieżka długo spała. Zupełnie tak jak ja.  Jeśli nie byłabym słoikiem, to... pewnie pływałabym w wodzie jako syrenka, bo lubię wodę (Wodniczka) i muszelki i cekiny i kraby (jako zwierzęta i obiekty zadziwiająco tajemnicze i urzekające). Niech się błyszczy!!! p.s. A z jaką postacią kojarzy się Wam Weczek? Coś Wam świta? Spokojnie, może być nawet zła Baba Jaga... :)

7. Co w sobie lubisz najbardziej?

Chyba to, że potrafię (mimo przeciwności) podążać za sobą i ze sobą w zgodzie żyć (no w 99% przypadków), kiedy powiedzieć "dość". Jak każda reguła - i ta ma wyjątki. ;)

8. Ostatnia myśl przed pójściem spać? 

Ostatnio: jeśli jeszcze raz sąsiad postanowi robić w nocy remont, to dzwonię na policję. Albo od razu na pogotowie...

Lub: o jak dobrze, głowę swą na poduszce położywszy...

9. Milka czy Wedel? 

Wedel - i pierwsze skojarzenie "torcik wedlowski". Bardzo dobre mam z nim wspomnienia. Ogólnie czekolada z czekoladą posypana i polana czekoladą to jest samo dobro.

10. Miejsce na ziemi, które chciałabyś/chciałbyś odwiedzić?

Wiele miejsc. Pierwsza myśl: zobaczyć flamingi w ich naturalnym otoczeniu. Całe masy, grupy, hordy flamingów. Indie (jedzenie, kolor, mimo wszechogarniąjacego "slumsu"). Wiele zakątków i zakamarków Polski (czytaj: nie kręci mnie Zakopane). Takie, prawda, dziwne marzenia. A tak ogólnie, to do miejsc ciągną mnie raczej ludzie niż same w sobie miejsca.

11. Jaki polecasz blog w tematyce wystroju wnętrz/budownictwa?

Moja pierwsza myśl - Kokopelia design.  Potem znaleziony przypadkiem Haart. I na pewno masa innych, o których zapomniałam. Poor me!

A tu lista moich pytań do Ciebie:


  1. Poleć mi jakiś film. Jaki film ostatnio wrył Ci się w serce/głowę?
  2. Twoja ulubiona książka - pierwsza myśl. 
  3. Galeria handlowa czy łono natury?
  4. Czego się nauczyłeś/nauczyłaś w ostatnim (powiedzmy) półroczu? 
  5. Twój sposób na jesienno-zimowe przeziębienie.
  6. Moje ulubione śniadanie to... 
  7. Kto albo co Cię ostatnio zachwyciło?
  8. "Powiedzonko", którego często używasz/nadużywasz.
  9. Do czego przydaje się słoik?
  10. Czy lepiej być zagadką odgadnioną czy "zagadką, której nikt nie zgadnie nim minie czas"? :)
  11. Ułóż krótki wierszyk lub coś narysuj (stwórz coś). 

Nominowani:


  1. Blog czekolady - bo zawsze coś ciekawego nawymyśla! http://www.blogczekolady.pl/
  2. Mr and Mrs Sandman - bo jestem ciekawa czy wezmą udział. :D http://www.mrmrssandman.pl/
  3. Przypraw mnie - bo dla mnie ma stajla! http://przyprawmnie.blogspot.com/
  4. Subiektywna płytoteka - bo ważne, żeby w życiu grało. http://subiektywnaplytoteka.blox.pl/html
  5. Green plums - jak znajdziesz czas moja ulubiona ;) http://www.greenplumsss.blogspot.com/
  6. Trufla - bo jakoś bliskie mi jej klimat i przesłania http://truffle-in-a-rum-chocolate.blogspot.com/
  7. Dorota smakuje - lubię jej nieskończone surówkowo-sałatkowe inspiracje http://smakuje.blox.pl/html
  8. Mała Ichi Handmade - za inspirujące akcje! http://malaichi.blogspot.com/
  9. Foodie blog - za vloga - opowiada ciekawie, wciągająco i relaksująco! Ale i pisze bloga http://foodie.blog.onet.pl/
  10. Kumple i czekolada - czarodzieje! http://kumpleiczekolada.blogspot.com/
  11. Grumkolandia - pasjonaci podróży i dobrego jedzenia, na pewno znacie. http://grumkolandia.pl/

poniedziałek, 13 października 2014

Stłucz talerzyk! Weczek ma już 4 latka

ŁDF

Niewiarygodne. Starość Wekowa! Ostatnio próbuję go reanimować, ale nie wiem, co z tego wyjdzie. Gdy się pisze z pasji, chęci i "czuje się" temat, to bardzo trudno zrobić coś na siłę. Nie tracę jednak nadziei na bardziej owocne czasy (wrócę, wrócę). Już mi się bardziej japka wykrzywia do góry, już mi się jakieś powoli wewnętrzne światełko zapala, ale to nie jest jeszcze moje optimum, nie mówiąc o szczycie możliwości. Nie mówmy zatem o szczytach... Chociaż to dziś Dzień bez stanika, gdy panie zrzuacają tę cześć garderoby i badają swoje piersi, ale nie mówmy o tym, porozmawiajmy o poczęstunku. Trzeba się stosować do zasad sawuarwiwru! W końcu to urodziny.



I tak myślę sobie, czym by Was poczęstować, gdy wena na gotowanie nadal jakaś taka mizerna i trafiłam dziś w końcu na firmę (a jak szukałam, to jakoś nie chciała się znaleźć!), która w tym roku wstawiała się na Łódź Design Festival. Złoty kit do klejenia potłuczonych talerzy i innych ulubionych, pięknych lub/i zabytkowych naczyń. Diametralna zmiana myślenia o kawałkach porcelany. I wiecie co, mnie się jeszcze bardziej podobają takie niż te sprzed rozkawałkowania. Może i Wam zasmakuje złoty kicik. Przyznam, że mnie wzrusza cały ten koncept*, świetnie wkomponywujący się w prowowkujące hasło z plakatu:

Lepiej kończyć niż łatać.

Myślę, że się nie obrażą jak pokażę Wam ich pomysł. :)

humade.nl

życie jak las!


Dzięki, że jesteście! Bez Was nie byłoby niczego!

* Nie ma rady, w projektowanie musi wplatać się filozofia.

czwartek, 2 października 2014

Wekowe wycinki


Wena nie przychodzi, a jeśli już to jedynie jej przebłyski. Nic na siłę, na pewno kiedyś wróci. Trzeba* się jakoś rozhuśtać, a potem jakoś pójdzie, bo zawsze natrudniej jest zacząć. Skoro tak, to może porcja wpomnień? I kilka nutek.



* Można, się chce po prostu.

sobota, 6 września 2014

Etykietki na przetwory (DŻEM, KOMPOT, MARYNATA)



Proste etykietki. Dla tych, którzy lubią sobie też odręcznie popisać i papieru podotykać. Mnie na przykład takie bazgranie dodatkowo odpręża. Wersja czarno-biała i w kolorze, format A4. Może się komuś z Was przydadzą.

DŻEM








KOMPOT






MARYNATA






Nie wiem, w jakim programie otworzycie plik, ale jeśli będziecie drukować, to zaznaczcie "dopasuj zmniejszając" (jeśli wyskoczy taka opcja), żeby Wam czegoś nie przycięło. Chociaż, wiadomo, to nie będzie również tragedia. :)

Jeśli potrzebujecie jeszcze innych wzorów podstawowych, to dajcie znać. ;)

sobota, 23 sierpnia 2014

Łatwe pudełko na ciasteczka


Pudełko na ciasteczka albo na "co tylko chcecie". Łatwe i bardzo niezawansowane origami. Rozmiar, wzór, rodzaj papieru? Jaki chcecie. Możecie wyciąć i "złożyć" je z gotowego papieru pakowego lub (wersja bardziej na czasie) pomalować zwyły papier pakowy w wybrany wzór. Jak nie lubicie malować, możecie coś na nim napisać albo zastemplować, odciskajac na nim (w sumie) cokolwiek, nawet własną rękę. 

Ciasteczka można pakować na różne sposoby. Jest na pewno cała masa związanych z tym "gadżetów" (torby, wstążki, pudełka gotowe, słoje, puszki itd.). Ja doceniam hand made. I wcale nie musi być perfekcyjnie. Dać komuś trochę swojego czasu. Bezcenne, prawda?

Swoje pudło zrobiłam z kwadratowych kawałków o bokach ok. 42 cm i 41,5 cm. Po złożeniu na spód każdej części przykleiłam kwadrat z grubszego kartonu oklejony również szarym papierem. Może być to kawałek tekturki oklejonej kawałkiem gotowego pakowego papieru. Instrukcję znajdziecie tutaj. Nie zrażajcie się, popróbujcie na mniejszych pudełeczkach (w mniejszej wersji są nawet ładniejsze - wtedy możecie zapakować do nich np. kolczyki). Przepis jest prosty, ale trzeba to "złapać" (każdy w swoim tempie). Kwiatki namalowałam najzwyklejszymu akwarelami, warstwowo. Każdej dałam wcześniej wyschnać. Po wyschnięciu wycięłam i nakleiłam gęsto na góre pudełka. Do środka serwetki, ciasteczka, przykrywamy znów serwetką, zamykamy i zawiązujemy (wstążka, sianem itd.) albo zaklejamy kolorową taśmą.

niedziela, 17 sierpnia 2014

Prawie robi jednak różnicę


Trochę mnie było, chociaż mało ostatnio. Mam nadzieję, że będzie mnie więcej i będę bardziej. Cokolwiek się dzieje, to nie ma mocnych - w kuchni zawsze się coś wydarza. Niedużo, ale zawsze coś, prawda? :)

wtorek, 15 lipca 2014

Zdrowy ferment


Dopóki się czegoś nie oswoi i nie pozna może wydawać się dziwne. Warto dawać szansę nowościom. Warto próbować nowego. Chociaż zdarza się i tak, że zniechęcamy się do czegoś przy pierwszej degustacji, a potem coś nam się otwiera, zapewne jakaś brama, po której otwarciu schematy się nieco luzują i są w stanie wpuścić do środka trochę świeżej materii. To wymaga jednak pewnej dojrzałości, a nie wszyscy (i nie zawsze) mogą się nią pochwalić (i u mnie z nią bywa różnie). 

A tak łatwo coś zaszufladkować. Wyrzucić do kosza i powiedzieć "ble". Wydaje się jednak, że niektóre przysmaki potrzebują więcej niż jednej szansy.

Marmite smakuje jak bardzo skondensowany ekstrakt z piwa (jest to wyciąg drożdżowy, produkt uboczny powstający podczas jego warzenia). Jest słone i pełne goryczki. Powinno przypaść do gustu piwoszom.


Jako bardzo intensywne masło będzie pasowało na przykład do białego sera, dżemu (lubię takie połączenia). Uroczy słoiczek, bardzo apetyczne "maziste" wnętrze przypominające krówo-kajmak, które może bardzo zaskoczyć. Nie nakładajcie go na kanapkę zbyt dużo (popełniłam ten błąd zachęcona kolorem i konsystencją ). Jest intensywne, aromatyczne i zdrowe (witaminy B1, B2, B12, kwas foliowy i niacyna). Można posmarować nim mięso przed pieczeniem albo dodać odrobinę do dressingu. Ekstrakt drożdżowy polubią również zupy, bo przypomina trochę sos sojowy albo maggi. Jak widać, istnieją na świecie produkty, które łączą zdrowie i przyjemność, a fermentacja jest wielkim przyjacielem stworzeń żywych. Zresztą nawet się mówi o "pozytywnym fermencie".

p.s. Dzięki za nowe doznanie! Mały słoiczek, a ile radości i nowości w nim sprezentowanej.

sobota, 5 lipca 2014

Chłodnik kalafiorowy ze świeżymi warzywami


Niektóre przepisy mogą być właśnie takie. Dodaj trochę tego, trochę tamtego, ile lubisz, bo jak się nie lubi rzodkiewek, to można dodać więcej ogórków albo odwrotnie. Ja ostatnio ogórki uwielbiam. Zwykłam przynależeć do drużyny "pomidorowych" (miłość ta się nie skończyła oczywiście), a tu proszę jakie zaskoczenie. Ogórki, ogórki, ogórki. Gra "W pomidora" (- Jak masz na imię? - Pomidor!) się nigdy nie znudzi, ale chwilowo wygrywa ogórek. Ale, co ja Wam marudzę o ogórach, gdy przed nami chłodnik. Chłodniki to temat rzeka. Można bawić się do woli. Są ludzie, którzy ich nie lubią, nie znają, ale tak sobie myślę, że upały zwyczajnie chłodnego jadła wymagają. Jeśli nie dopadła Was tego lata ogórkowa obsesja, możecie zobić również wersję z pomidorem i kurczakiem. Podobnie jak w przypadku chłodnika szpinakowego. Te wersje chłodników są przepełnione dodatkami, ale możecie zrobić je również w wersjach prostszych, bardziej eleganckich, dodają na przykład jedynie dwa wybrane składniki. Bla, bla, bla. I przepis, w końcu!



Składniki na ok. 4 porcje:


  • 1/2 małego kalafiora
  • 1 duży kefir
  • 2-3 małe ogórki
  • 4-5 średnich rzodkiewek
  • 2 małe młode cebulki
  • kilka gałązek szczypioru
  • kilka gałązek kopru
  • 1 ząbek czosnku
  • sól (ile kto lubi)
  • 2 duże szczypty pieprz
  • szczypta słodkiej papryki



Ugotowany kalafior zmiksować z wodą, w której się gotował. Doprawić. Do ostudzonego kremu dolać kefir. Warzywa pokroić w kosteczkę lub w paseczki. Jak lubicie. Można je też zestarzeć na tarce lub rozdrobnić w rozdrabniaczu. Ja ostatnio lubię dość grubo krojone ogórki i rzodkiewki, więc je w tenże sposób kroję. Dorzucić pokrojony szczypior i koperek. Dobrze schłodzić. Podawać np. z grissini (robiłam z tego przepisu ale zamiast ziaren były zioła i papryka) albo prostą grzanką.

Jeśli wolicie łagodniejsze smaki, pomińcie cebulkę.



czwartek, 3 lipca 2014

Nos pamięta!


Latem, szczególnie jakoś właśnie latem czuję więcej zapachów, które przywołują mi tony rożnych wspomnień. Nie zawsze od razu potrafię powiedzieć w jakiej sytuacji się kiedyś nimi miałam okazję "zaciągać". Są jednak i takie, przy których mogę śmiało krzyknąć: "Tak! Wiem! To Wtedy!". Smakowo-zapachowych historii cała masa.

Dziś przypomniał mi się zapach cukrowych, pudrowych cukierków. Jeden ze smako-zapachów mojego dzieciństwa. Potem, nie wiem skąd i dlaczego, ale pomyślałam o chlebie i pomidorach, które jadałam u mojej babci (tej drugiej, którą pożegnać musiałam wcześniej niż tą, która mieszkała w moim mieście). I to nie były same wyjątkowo smaczne pomidory pomidorami pachnące ani nawet nie sam chleb z miejscowego sklepiku, również wyjątkowo pyszny. To jest zapach pomidorów, świeżego chleba i ceraty (specjaliści od nazywania np. kolorów farb określiliby ten zapach pewnie tak "lato w małym miasteczku wymieszane z kuchenną ceratą i orzeźwiającym pomidorem, pachnące chrupiącym chlebem..." albo w wersji minimalistycznej "Wakacje w miasteczku z babcią"). Tak, zapach starej kuchni, nie-do-podrobienia. Z tych czasów i okolic szczególnie w moją pamięć sensoryczna wbił się domowy makaron (kluseczki!) i rosół, a ze skrawków ciasta makaronowego pyszne "podpłomyki" wrzucane na blat starej, rozgrzanej kuchni. I leniwe pierogi. Ile to lat zajęło mi rozkminienie, dlaczego niektóre kopytka w stołówkach i u babci smakują jakoś inaczej i lepiej! Po jakimś czasie skojarzyłam dopiero, że to były leniwe kluchy! Jakoś w moim domu nie było tradycji leniwych.



Pamiętam też kolorowe lody w kubeczkach, rowery, oranżadę i paski kolorowe jak pióra koguta powieszone w drzwiach jako zasłonka. Klimat na masa! Obok domu mały ogródecek, drzewo wiśniowe, kilka grządek, a i marcheweczka się zdarzyła, pietruszeczka, czasem trochę truskawek. I kwiaty, sporo różnych kwiatów. Kiedyś nie bardzo podobała mi się taka wybuchowa ich mieszanka, ale dziś na pewno doceniłabym taki eklektyzm i luz, trochę na granicy kiczu, ale pełen życia i świeżości. Bo chyba nie zawsze wszystko musi się zgadzać, tętnić spójnością, konsekwencją, perfekcją. Chyba ważne, żeby było po prostu dobrze? To se nie vrati, no cóż. A ja, chociaż nie miałam z babcią częstego kontaktu i wielu wspólnych tematów, to na zawsze zapamiętam ją jako bardzo hojną i gościnną gościówę (prawda, że ładny zbitek słów? "gościnna gościówa") od pysznych, letnich, pomidorowych kanapek.


sobota, 28 czerwca 2014

Barwy miłości: zielony



























zBLOGowani.pl

Być blogerem lub (w moim przypadku bardziej) blogerką to chłonąć świat w taki sposób, żeby móc potem o tym opowiadać innym. Nie wiem, czy to się ma, nabywa, rozwija czy dostaje. Wiem tylko, że wszystko byłoby "niczem", gdyby nie można było się tym z kimś podzielić. 


piątek, 20 czerwca 2014

Wilczy głód

Hit sezonu: jadalne zakładki do książek...

"Głodne oczy" - któż z nas ich nie zna? 



Głód często znaczy "niebezpieczny" albo, mówiąc inaczej, "zdeterminowany". Głody bywają małe i bywają głody wielkie. Nie zawsze musi chodzić o chleb, chociaż mawiają, że głodnym on na myśli. Można być na przykład głodnym wiedzy, spragnionym ciekawej lektury.

Trafiłam dziś na opowieść o "Hobbitowym" wątku łaknieniowo-kulinarnym. W fantastyce nie gustuję (dusza reportażowo-dokumentalna raczej), ale może pora to zmienić? Autorka Foodie blog bardzo mnie zachęciła. Zadziwiająco dużo w tej pozycji o jedzeniu i jego związku z działaniami różnych stworzeń weń występujących. Zresztą, posłuchajcie sami:



Przy okazji tematu przypomniało mi się, że w "Biegnąca z wilkami" znalazłam kiedyś fajny cytat. Może coś jest na rzeczy z tą wielką motywującą siłą?

Dla wilków czas głodu kończy się zwykle wiosną, kiedy śniegi stopnieją. Zdarza się, że wówczas wygłodzone stara zabijają bez opamiętania. Nie mogą zjeść większości mięsa, nie robią zapasów. Po prostu porzucają zabitą zwierzynę. Zabijają o wiele więcej, niż mogą spożyć, o wiele więcej, niż potrzebują. (...) Nagła wolność odurza - można iść, dokąd się chce, robić, co się chce, żyć, jak się chce, zaczyna się szamotanina i utrata wszelkich hamulców - co się uważa za usprawiedliwione. Dziewczynka w baśni także czuje się usprawiedliwiona, kiedy za wszelką cenę chce zdobyć Baśń "Czerwone trzewiczki". Głód powoduje utratę rozsądku. 

Wnioski: "Głodny kija się nie boi", dlatego restrykcyjne diety są nieskuteczne!

KONIEC :)

sobota, 7 czerwca 2014

Luźne myśli: truskawki

Hojność, przedsiębiorczość, myślenie perspektywiczne czy też promocja - niby powszechnie wymawiane i wypisywane słowa, a jednak miejscami nadal mamy z nimi problem. Może było tak zawsze? Może zawsze ludzie dzielili się na tych bardziej szczodrych i tych raczej sknerowatych? Są sprzedawcy, którzy wydają resztę i np. "jabłko gratis". I takich również zdarzało mi się spotykać. Instynktowne dbanie o wizerunek, zachęta do kolejnych zakupów i zwyczajna, ludzka wielkoduszność. Może jednak nie aż tak zwyczajna?

Polska to nie Grecja, to fakt. W Polsce można kupować "na sztuki" albo "dziesięć deko". W niektórych rejonach rolnik-sprzedawca by nas wyśmiał i wcisnął "dwie cebulki" bez żadnego gadania, za free. No, ale jesteśmy w Polsce. Chcemy więcej pieniędzy, ale czy dorzucając dwie truskawki więcej jakoś specjalnie zbiedniejemy? A ile możemy zyskać!

Ja na pewno doceniam takie procedery. Strasznie razi mnie jak np. ostatnio młody chłopak waży mi owe owoce i odejmuje ciągle, byleby nie dać za dużo. Inna sytuacja: jeden pan kupuje przede mną truskawki, sprzedawca liczy mu czternaście pięćdziesiąt. Na co tamten...

- No naprawdę, pięćdziesiąt groszy będzie Pan mi liczył?
- No nie mogę inaczej.
- Hańba!

I odchodzi. I ma dużo w tym, co mówi racji. Zapewne nie wróci drugi raz do tego samego sprzedawcy. Mówią, że biznes jest biznes. Może i mają rację, ale z takich mniejszych czy większych gestów składa się dobro na świecie albo zwyczajna, fajniejsza wspólna codzienność, nie używając zbyt górnolotnych słów.

Makaron z białym serem, sosem ze zmiksowanych truskawek i melisą.

Z hojnością, gościnnością jest jak z makaronem z truskawkami lub/i serem, czasem śmietaną. Co kto lubi. Jest właśnie tak, jak stwierdziła niedawno (cytat niedokładny, bo nie mogę znaleźć) Olga Cecylia z bloga Ich4pory:

- Ludzie dzielą się na takich, którzy uwielbiają makaron z truskawkami i na takich, ktorzy go w życiu nie tkną!

Ale coś za dużo mi się dziś kategoryzacji wkrada. Lepiej jedzmy! Truskawki. Póki sezon.


I na śniadanie.



poniedziałek, 26 maja 2014

Dzień Matki


Wszystkim drogim mamom życia słodkiego jak najlepsze, sezonowe truskawki. I zielonego. Jak sałata. Pełnego nadziei i świeżości.

Przeprowadzone badania wpływu kolorów na naszą psychikę wykazują, że zieleń ma kojący wpływ na układ nerwowy działa relaksacyjnie i odstresowuje. Na zielono maluje się wnętrza w szpitalach czy halach fabrycznych, aby zmniejszyć stres związany z chorobą czy pracą[1].

wtorek, 20 maja 2014

Jogurtowy szejk rabarbarowy


Potrzeba schładzaniu jamy ustnej po wyrwaniu ósmego zęba wstrzeliła się prawie w porę na zimne napoje. Każdy medal ma orła i reszkę. Wydawałoby się, że sytuacja po wyrywie zęba to przykra dość sytuacja, ale coś też zawsze można przy okazji odkryć! Na przykład fakt (tak, ja wiem, na pewno wszyscy to już wiedzą, trudno!), że szejka można zrobić też w wersji zdrowszej, na przykład na zamrożonym jogurcie.

Gotowałam kompot z rabarbaru. Troszkę się gęsty zrobił, więc zmiksowałam go i powstał mus. Nieznane są meandry ludzkiego postępowania. Myślisz: kompot, a potem z niewymuszoną akceptacją robisz dżem albo galaretkę. Tak, to chyba moja awersja do realizowania planów, damn. Pracuję nad tym.

Aha, wykorzystać możecie mus z różnych owoców. Jeśli owoce są słodkie i miękkie zmiksujcie je na surowo. Zaczynają się truskawki - to będzie dobry pomysł. Potem morele, brzoskwinie. Fajny będzie też mus z pieczonych jabłek, buraków, marchwi albo trochę rozpuszczonej czekolady. Na słodko albo w bardziej wytrawnej wersji. Co tylko wpadnie Wam do głowy.

Składniki:


  • ok. 1 szklanka zimnego mleka (może być też roślinne)
  • ok. 3-4 łyżki zmrożonego greckiego jogurtu (zamrożonego do konsystencji lodów)
  • cukier (jeśli ktoś życzy więcej) *
  • ok. 3-4 łyżki słodzonego musu z rabarbaru 
* Ja nie słodzę dużo, bo do dziś mnie mdli na myśl o przesłodkich szejkach z "Donalda".

Wszystko szybko zmiksować. I podawać. Jeśli okazałoby się odrobinę za gęste, dolać trochę zimnego mleka.

środa, 14 maja 2014

Sorbet: burak, jabłko, cynamon


Czasem się zamyślę. Na przykład kiedy obieram buraki, które ostygły już po maratonie w rozgrzanym piekarniku. Obieram je i myślę...



- Hmm, feministka (albo bardziej "człowiekistka" - od praw człowieka), z dużego miasta i co robi?
- Obiera buraki! - odpowiada szybko drugi mój wewnętrzny głos.

No tak, pozornie obrazek, którym pożywiłby się niejeden seksista albo seksistka. Może skomentowałby go krótkim "No! To jest to, co kobieta robić powinna!". Dostałby jedynie prztyczka w nos, a  jakbym miała gorszy dzień, to pewnie zostałby wyzwany od warzyw zamieszczonych w tym tekście...

Nikt mnie nie zmusza do pieczenia buraków, obierania ich i innych kuchennych czynności. Robię to, bo CHCĘ, bo lubię. Buraki są smaczne, zdrowe, lokalne (zaraz sezonowe). Przy tym ogólnie prace kuchenne jakoś dobrze robią mi na moją głowę z małym przerostem tendencji do rozkminek. Taka praca to może nie praca w kamieniołomach, ale robi człowiekowi podobnie: uspokaja myśli, porządkuje wszystkie problemy świata oraz (tego w kamieniołomach pewnie się nie znajdzie) karmi chyba wszystkie zmysły.

Strata, chociaż czasem wymieszana z odrobiną ulgi,  z reguły wiąże się z bólem. Był ząb, nie ma zęba. I boli. Mus to mus albo sorbert. Sorbet nawet lepszy, bo zimny, a zimno potrafi świetnie oszukać ból. Odrętwia, co trzeba i da się żyć!

Sorbety. Nie trzeba mieć maszyny do lodów, by zjeść fajny domowy sorbet. Szczególnie fajnie pobawić się w pełnym sezonie owocowo-warzywnym. Truskawki, morele, brzoskwinie, maliny - najlepiej, gdy będą dojrzałe, wtedy nie będzie trzeba ich za bardzo dosładzać. W ogóle można mało słodzić albo w ogóle. Zrobić wersję bardziej wytrawną albo słodką, ale zamiast cukru - użyć banana. Spróbujcie zanim wrzucicie masę do zamrażarki - w razie potrzeby dosłódźcie.

W tym dzisiejszym chodziło mi głównie o coś odżywczego i zimnego. Fajnie grał z delikatnie zmrożonym jogurtem. Myślę, że dobrze współpracowałby z lodami czekoladowym. O, z czekoladowymi na pewno!

Składniki:

  • kilka pieczonych buraków
  • 1 jabłko
  • ok. 3/4 szklanki cukru pudru
  • 1 duża szczypta cynamonu

Upieczone, obrane buraki (zawinięte w folię aluminiową, ok. 2 godziny w temperaturze ok. 200 stopni) zmiksować/rozdrobnić z pokrojonym jabłkiem (można je też upiec albo poddusić - wtedy sorbet będzie jeszcze gładszy), cukrem i cynamonem. Gładką masę przełożyć do pudełka i zamrozić (w trakcie zamrażania przemieszać 1-2 razy widelcem - rozgniatając kryształki lodu, można też zmiksować). Przed jedzeniem rozmrozić trochę (do momentu aż da się zmiksować ponownie) i znów wrzucić do zamrażarki.

poniedziałek, 12 maja 2014

Małe odkrycia: chipsy serowe


Pewnie zdarzyło się Wam zapiekać coś pod serem i jego odrobinki spadały obok tostów czy zapiekanki i robiły się fajnie chrupiące. Robiąc te chipsy nie myślałam, że są aż tak dobre. Nie da się ich zjeść jednak dużo i dobrze! Kilka sztuk w zupełności wystarczy. Co w nich takiego fajnego? Możecie bawić się ich smakiem, dodając to, czego Wasza dusza zapragnie: ostra papryka, zioła, curry, suszony czosnek... Można je potraktować jako krakersy - niezłą bazę do mini zakąsek. Będą pasowały jako do kremowych zup, sałatek (dekoracja albo w mniejszej wersji - jako składnik) czy też piwa. Pewnie nieźle zagrają z niejednym dipem.

Może macie jeszcze inne pomysły? Podzielcie się! 


Chipsy serowe z ziołami i chilli
(przepis stąd)

Składniki

  • kawałek żółtego sera (najlepiej Goudy)
  • wybrane przyprawy

Tu jako przystawka z delikatnie marynowanym pieczonym burakiem i pomarańczą...

Ser zetrzeć na średnich oczkach. Ułożyć w miarę równe porcje na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Delikatnie przygnieść i posypać przyprawami. Piec około 10-15 minut w temperaturze 180 stopni (mniejsze pieczemy krócej).

piątek, 9 maja 2014

Podpłomykowa przekąska z prostą salsą


Czasami najprostsze rozwiązania są najlepsze.
Grzegorz Łapanowski
Inspiracje czają się i przychodzą zewsząd. Stoisz na przystanku, robisz zakupy w sklepie, rozmawiasz ze znajomym. Co dwie głowy to nie jedna - mawiają - i się nie mylą! Zawsze dobrze swoje myśli odbić od czyichś, skonsultować się wzajemnie i wesprzeć. Jedna moja bardzo dobra koleżanka jest wielką fanką Grzegorza Łapanowskiego, a owy Pan robi takie różne cuda w kuchni (można by powiedzieć, że "cuduje", ale znaczeniowo nie pasowałoby to raczej do wywodu). Podoba mi się seria filmów, które nagrał. W jednym na przykład odwiedza młynarza i robi podpłomyki. I podobne zrobiła wczoraj moja droga koleżanka, a dziś pora na mnie.

- Za co lubisz Grzegorza Łapanowskiego?
- Za oczy, włosy, bajerę, jedzenie, styl ubierania, sposób poruszania się na desce...
- Na jakiej desce?
- Na deskorolce.
- Aha.

Takie "placki" można robić chyba z najróżniejszych rodzajów mąki. Każdy z nich nada im trochę inny charakter, kolor i smak. Tak sobie myślę, że taki rodzaj "pieczywa" spożywany jest na całym świecie od wieków. Każdy region, a nawet każdy dom ma na nie swoje sposoby. Można je zagnieść z odrobiną drożdży (wtedy będą bardziej przypominać ciasto na pizzę), ale nie jest to konieczne. Najprościej upiec je szybko na porządnie rozgrzanej patelni, ale równie dobrze poradzą sobie wrzucone do rozgrzanego piekarnika. Nadziewać możecie je czym lubicie.

Składniki na 2-3 porcje:

Podpłomyki


  • ok. 2 szklanki mąki
  • ok. 3/4 szklanki wody
  • 1 łyżka jogurtu greckiego (można pominąć)
  • 1 szczypta soli

Nadzienie


  • 1 puszka tuńczyka w kawałkach (w oleju/w zalewie własnej)
  • kawałek żółtego sera (Gouda dobrze się topi) albo mozzarelli


Salsa


  • 1 spory pomidor
  • kawałek surowego ogórka
  • 1/2 pęczka natki pietruszki
  • 1 łyżka oliwy
  • 1 szczypta ostrej papryki
  • 1 szczypta soli

Składniki na ciasto zagnieść (w razie potrzeby dosypać trochę mąki, dolać wody) i odstawić pod foliowym przykryciem na około godzinę (ciasto będzie bardziej elastyczne i "lepiej współpracujące"). Natkę zmielić lub pokroić drobno. Ogórka i pomidora pokroić w drobną kostkę (w sumie w jaką chcecie) i wymieszać z resztą składników. Odstawić do lodówki. Ser żółty zetrzeć na tarce. Tuńczyka odsączyć z zalewy. Z ciasta odrywać kulki trochę większe od rozmiaru orzech włoskiego i rozwałkowywać je, podsypując mąką. Wrzucać po kolei na dobrze rozgrzaną patelnię. Dwa placki nadziać serem i tuńczykiem. Wrzucić jeszcze raz na patelnię albo do rozgrzanego piekarnika, żeby ser się rozpuścił i je zlepił. Pokroić je na kawałki - np. w takie trójkąty jak na zdjęciu. Podawać np. z salsą albo z sałatką.



czwartek, 8 maja 2014

Panna Szarlota się posypała...



♪ Świat nie jest taki zły
Świat nie jest wcale mdły
Niech no tylko zakwitną jabłonie! 
♪♪♪

Z moich inwigilacji wynika, że przepis na szarlotkę sypaną jest jeden, ale każdy różni się nieznacznie. Prawdopodobnie chodzi o preferencje. Jeden woli jak jest bardziej chrupiąca (więcej masła). Inny chce by była bardziej dietetyczna (mniej cukru i masła) i tak dalej. Ja lubię ją z dużą ilością cynamonu, a Wy? Znacie ten rodzaj szarlotki?

Jest dość mokra, bardzo jabłkowa. Tak, idealna szarlotka musi mieć dużo jabłek. Najlepiej, gdy będzie zbudowana głównie z jabłek. Tak lubimy najbardziej!

Aha, w tym przypadku nie przejmowałabym się dokładnym odmierzaniem. Nawet jak zaburzycie delikatnie proporcje i tak wyskoczy Wam z pieca fajny deser.

Jabłka - odmiany szarlotkowe (szara reneta, w sezonie: antonówka) będą najlepsze, ale przygotowywałam ją również z innych i też była smaczna. Trochę inna, a jabłka zachowały swój kształt, co również może być atutem.

Jeśli wyjdzie za mało słodka (chociaż nie musi być taka bardzo słodka!) możecie pospać ją cukrem pudrem. Podawać na zimno lub na ciepło (po wrzuceniu jej na chwilę do piekarnika) z gałką lodów albo z kleksem bitej śmietany.

Szarlotka sypana z cynamonem


  • 1 szklanka kaszy manny
  • 1 szklanka mąki
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1 cukier waniliowy
  • 1/2 opakowania cynamonu
  • 1 mała szczypta gałki muszkatołowej
  • 1 i 1/2 kg jabłek (u mnie szara reneta) *
  • ok. 150 g masła
  • 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

* Może być ich więcej, nawet 2 czy 2 i 1/2 kilograma



Formę (u mnie okrągła, tortowa, jak na zdjęciu) wyłożyć papierem do pieczenia. Masło wrzucić do zamrażarki na co najmniej pół godziny. Piekarnik rozgrzać do ok. 180 stopni. Kaszę, mąkę, cukier, proszek i gałkę wymieszać. Podzielić na trzy w miarę rożne części. Jabłka obrać i zetrzeć na tarce na dużych oczkach lub rozdrobnić w rozdrabniaczu przyblenderowym. Dodać do nich cukier waniliowy i cynamon. Podzielić je na dwie części. Spód formy (papier do pieczenia) wysmarować odrobiną masła. Wysypać jedną warstwę suchych składników, na nią warstwę jabłek i znów suche składniki i jabłka i posypujemy suchymi. Na górę na tarce o grubych oczkach (można też pokroić w drobną kostkę) ścieramy masło i w miarę równomiernie rozkładamy na górze. Pieczemy około godziny w temperaturze 180 stopni.