środa, 20 marca 2013

Bez przepisu na pierwszy dzień wiosny: Fasolka po bretońsku


Potrzebuje energii na wiosnę. Chwilowo czerpię ją ze słońca i śniegu (śnieg łagodzi moje nastroje, wygładza wszystko i odbija światło), czekam na pomidory (najlepszy dopalacz), szczaw, świeży szpinak i tak dalej i tak dalej. Dobrze, hola hola, najpierw rzodkiewka, szczypiorek, sałata. Tak, najpierw jedzenie dla królików i świnek morskich, a dziś...   


...klasyk, żadne szalone danie z kuchni fjuszyn czy podobnej. Dawno nie jadłam takiej fasolki, więc postanowiłam to zmienić. Czasem się kombinuje i się wyraźnie przeombinowuje (like I did many times in my life). Proste jest dobre i coraz częściej tak myślę - starość widocznie, starość. ;) Chyba wszyscy wiecie, jak się ją robi albo macie na nią swój sposób. Przepisu nie będzie, dodam tylko, że zrobiłam ją z przetartymi pomidorami i dużą ilością majeranku i pieprzu...

Marzy mi się...

Na takim mchu można by spać nawet.



Pójść do lasu na grzyby i jagody, złowić rybę i popływać w jeziorze z "motylkami" na ramionach. A później fasolka w plastykowej miseczce, piwo "Perła" (dla dzieci tylko odrobinka, grandma) :) i karbowane włosy od plecionych warkoczyków (zapomniałabym, należałoby jeszcze pobujać się na huśtawce). Słońce, spalone twarze i glony. Jak ja dawno nie byłam nad jeziorem... Ciągle tylko to morze i morze (nie ujmując mu z piękności i umiłowania doń mego).

Jednego znalazłam... akurat Bory Tucholskie nie rodziły.





Byle do wiosny (nie tylko astronomicznej) i później piechotą do lata...

8 komentarzy:

  1. Taaak, ja też ostatnio tęsknię za polskim latem, raz dlatego, że ciągle leje i wiosna nie chce przyjść nawet tutaj, to znaczy daleeeeko od domu. Nigdy nie przepadałam jakoś za fasolką, ale teraz narobiłaś mi smaku tym zdjęciem! Tak to jest, zaczynamy tęsknić za czymś, jak sobie zdamy sprawę z tego, że nie jest już tak na wyciągnięcie ręki ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie, dobrze prawisz. :)

      Usuń
  2. moja mama robi ją zawsze na rodzinne spotkania... uwielbiam bez dwóch zdań :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawa historią z tą fasolką po bretońsku - po bretońsku czyli jak? No i to żadna fasolka, tylko po prostu fasola - duża, wielka, mięsista :)

    Mimo przedziwnej nazwy wrosła w naszą kuchnię codzienną, choć ostatnio faktycznie jej mniej. Zawsze żałuję, że takie nasze, wymyślone w kraju dania noszą nazwy, które miałyby sugerować, że są "z zagranicy" - kompleks zupełnie bezpodstawny.

    Powyższe oczywiście nie narusza prawa fasolki po bretońsku do bycia całkiem sympatycznym daniem, jako że takim czasami jest, w szczególności wówczas, gdy gotujący jada smacznie na co dzień. Ta ze zdjęcia wygląda zupełnie w porządku, może być smaczna, zaś ten chleb... hm... aż nie wiem, co piękniejsze - te dwa prawdziwe kawałki przy fasoli czy ten jeden prawdziwy uśmiech przy maślaku :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie duży jaś jest pyszny. Kremowy. W sumie wystarczyłoby do niego jakieś zioło, pieprz oliwa lub/i odrobina miodu. A co do lasu, to podobno mam "skręt głowy" murawę, jak tylko wchodzę do lasu. Później boli mnie kark, a bywa, że grzybów brak... i chociaż to Bory, to 4 grzyby znalazłam przez 10 dni... Życie ;)

      Usuń
  4. Mmm...wygląda pysznie :)
    Wesołych Świąt !

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam, dawno nie jadłam i zatęskniło mi się za fasolką po bretońsku.

    OdpowiedzUsuń
  6. Fasolka marzy mi się od wieków. Najwyższy czas zabrać się do jej zrobienia :)

    OdpowiedzUsuń