sobota, 5 stycznia 2013

Muffiny: granat, jabłko, cynamon, imbir, lukier miętowy

Tym razem krwawa sobota, a nie niedziela... ;) Biała bluzka poszła do prania..., a myślałam, że obędzie się bez ofiar ;)

Granat. Dojrzewał kilka dni. Przy okazji doedukowałam się na jego temat... 

Skórka dojrzałego owocu granatu jest ciemnoczerwona, a gdy ją delikatnie naciśniemy usłyszymy dźwięk przypominający "chrumkanie" małej świnki (apropo świnek miniaturek - nie morskich, takich mini-warchlaczków, to są modne podobno w Wielkiej Brytanii, a pewnie i na całym świecie). Obieranie, a bardziej wybieranie pestek z granatu (wystukiwanie się nie sprawdza, bo nie wszystkie pestki wypadają) to kolejny temat - rzeka. Potrzebne będą: ufajdany fartuszek (nie będzie nam go szkoda), płytki na ścianach (łatwiej zmyć), zero gwałtownych ruchów (Luby kiedyś granatem zrobić Pollocka na ścianie, więc uważajcie!). Mój patent jest taki: delikatnie odkrywam i odginam kolejne części, a pestki lądują w misce. Na początku kroję owoc na ćwiartki, co ułatwia patroszenie <śmiech>.

Za muffinami nie szaleję, ale przychodzi taki dzień, kiedy mam na nie ochotę. Inspirowałam się tym i tym przepisem. A lukier miętowy... Nie wiem skąd ten pomysł, chyba od miętówek, których nadużywam, gdy boli mnie gardło, żeby nie przesadzać z intensywnymi tabletkami. Sprawdziłam, że oprócz naparu z imbiru, na gardło pomaga herbatka z tymianku albo majeranku. Dodatkowo są to całkiem smaczne napoje. Oczywiście - co kto lubi. A do płukania buzi - napar z szałwii albo gotowane siemię lniane. Natura, natura! Ale przejdźmy do sedna...


Składniki na 12 muffinek:

  • 1/2 owocu granatu (drugą połowę należy zjeść, gdyż to baradzo zdrowy owoc)
  • 1 jabłko pokrojone w plasterki
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • 1 kawałek startego na tarce świeżego imbiru wielkości kciuka
  • 1 szczypta mielonych goździków
  • 1 łyżeczka gałki muszkatołowej
  • 1 szczypta mielonego zielonego pieprzu
  • 1 garść płatków jęczmiennych
  • 1/2 kostki masła (roztopione i ostudzone)
  • 2 jaja
  • 2 szklanki mąki
  • 3/4 szklanki mleka
  • 1 łyżka proszku do pieczenia
  • na lukier: torebka mięty zaparzona w łyżce wody lub ciepłego mleka, cukier puder do uzyskania gęstego kremu

Rozpuszczone masło wymieszać z jajami, mlekiem i przyprawami. Mąkę wymieszać płatkami i proszkiem. Tuż przed pieczeniem zmieszać ze sobą składniki suche i mokre. Dodać owoce. Nakładać do formy wysmarowanej masłem albo wyłożonej papilotkami/kawałkami papieru do pieczenia. Piec ok. 25 minut w temperaturze 190-200 stopni (u mnie z termoobiegiem 190 stopni). Napar miętowy wymieszać z cukrem. Lekko przestudzone muffiny polać lukrem.



15 komentarzy:

  1. Potwierdzam, muffiny z dodatkiem granatu są świetne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z granatem wszystko jest świetne! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko trzeba uważać, bo pestki dość twarde :P

      Usuń
  3. Uwielbiam granat, a dzieciaki wręcz przepadają:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale niecodzienne połączenie smaków!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dużo składników, ale jakich! Domyślam się, że przy pieczeniu i jedzeniu aromaty działały na wszystkie zmysły! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może za dużo grzybków w barszczu, ale jakoś Weczek ma ciągoty w stronę kiczu i braku umiaru. :P

      Usuń
  6. Na takie muffiny się piszę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie widzialam na ulicy nikogo ze swinka-miniaturka, ale kto wie, kto wie...
      Muffiny musialy smakowac wysmienicie!

      Usuń
    2. Bo te świnki to chyba jak koty:P

      Usuń
  7. widzę szaleństwo smaków ;)

    pozytywnie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Granat <3 Jak dla mnie to król owoców, obok mango. Obranie go to faktycznie masakra, ale również kwestia wprawy. Żadnych białych bluzek :-) Pomysł na muffinki świetny.

    OdpowiedzUsuń