niedziela, 9 grudnia 2012

Pierwsza słodka randka z Tari Bari

fot. stąd Małe niebo w centrum klimatycznej Łodzi (Tari Bari)

Myśleliśmy z Lubym o odwiedzeniu bistro Tari Bari już od jakiegoś czasu. W końcu przyszedł dzień, że ruszyliśmy swoje szanowne tyłeczki, a wyczyn to był nie mały, bo mróz odcinał nam nogi i ręce i... nosy (temperatura odczuwalna: -13)! Zziębnięci marzyliśmy tylko o czymś gorącym. Może nie o koniu z kopytami, ale na pewno mieliśmy chętkę na konkret.


Miejsce przez jednych nazywane zapewne "łódzkim slumsem", w oczach innych rysuje się jako "klimatyczny po fabrykancki krajobraz". Wnętrze urządzone dość surowo i schludnie. Przy stołach stare krzesła, którym podarowano nowe życie (piękne), a na stołach zamiast obrusów - arkusze szarego papieru. Pewnie można zostawić autograf. Sporo szumu, jakieś nuty w tle, a zamiast menu popularna ostatnio kredowa tablica. Menu nieduże (duży plus!), zmieniające się codziennie. Tu szukać trzeba menu. 

Na początek gorąca herbata w oczekiwaniu za krem z pomidorów. Zupa (7 zł) okazała się być dość duża. Pomidory z puszki lub koncentrat, trochę marchewki, przygotowana chyba na oliwie plus jakieś sekretne zapewne składniki. Kleks albo bardziej "zawijas" ze śmietany. Jako (chyba?) ortodoksi (na to wychodzi;)) chcielibyśmy tyćkę makaronu drobnego, kuskusu albo ryżu do środka. Dosłownie odrobinkę. Co kto lubi. W każdym razie smakowała i jestem ciekawa innych zupnych propozycji, bo niemała ze mnie zupomaniaczka. Ten typ tak ma - po prostu.

Polędwica wieprzowa z sosem z zielonego pieprzu / ziemniaki w mundurkach / sałata (26 zł)

Taki zestaw zamówił Luby. Mnie polędwica smakowała trochę bardziej, bo zwyczajnie woli mniej wysmażone. Jeśli będzie czas i okazja - warto pytać każdego klienta, jak mocno wysmażoną lubi. Fajny sos i dobre ziemniaczki.

Kurczak z papryką i kuminem / arabski chlebek / hummus / ajwar (ostry / łagodny) / sałata (26 zł)

Normalnie zamówiłabym Calzone, bo bardzo lubię prostą, włoską kuchnię, ale że zrobiłam je u siebie 2-3 dni temu, więc wybrałam powyższy zestaw. Okazał się smaczny, ale wolałabym, żeby chlebki były gorące. Ajwar dla mnie w ogóle nie był ostry, może pomyłka wystąpiła, ale aż tak czepialska nie jestem, nie ma to dla mnie aż tak dużego znaczenia. Sałata z musztardowym vinaigrette'm i reszta bardzo dobre (jestem nieobiektywna, bo często w domu gotuję po indyjsku), ale najlepsze (bezapelacyjnie!) moim skromnym zdaniem w Tari Bari są.... desery! Dlatego, że:

  • zostaliśmy nimi poczęstowani w ramach rekompensaty za pomyłkę w zamówieniu (chyba byśmy już nic nie zmieścili, ale one tak się pięknie w naszą stronę prężyły  że nie mogliśmy sobie odmówić). Bardzo nas to miło zaskoczyło! Pomyłką specjalnie się nie przejęliśmy, jednak ludzie są różni. Może warto zróżnicować ceny, chociażby o pięćdziesiąt groszy, żeby było od razu widać, co było zamawiane (ułatwienie dla załogi)? Taki mały cynk dla właścicieli. 
  • GENIALNA panna cotta (przyznam, że jeszcze nigdy nie robiłam tego deseru sama - tak jakoś wyszło), mam wrażenie, że był w niej jakiś tajemniczy składnik np. jakiś likier? 
  • tiramisu równie IDEALNE. Nie za mokre, nie za suche, z dobrym kakao. 
  • przygotowuje je Włoch z krwi i kości (nie, że desery z kości...)?

Po powrocie małe grzane piwko (bo zima zła!) i... niedziela może być fajna.


Polecam na: pierwszą słodką randkę z dziewczyną. Jeśli damy nie zadowoli panna cotta z malinowym sosem, zamów jeszcze tiramisu. Gusta są różne, lepiej mieć stuprocentową pewność, że zostanie uwiedziona. Dobre miejsce również na szybki lunch (zupę albo makaron, bo też bywają), szczególnie jak się pracuje obok, na przykład w banku. ;)

Uwagi, pomysły:


  • Zamieniłabym 1-2 większe stoły na cztery 2-osobowe. Ludzie często chodzą parami i zaoszczędziłoby to miejsca na kolejnych klientów. To taki mój nieśmiały cynk. :)
  • Chciałabym spróbować gnocchi robionego przez Włocha z sosem, z jakim jedzą go we Włoszech. O tak!


Anegdotka na zakończenie:

Komentarz Lubego: Po co Włosi wyjeżdżają ze swojego kraju, skoro mają takie dobre jedzenie?
Ja: No może chcą spróbować Polskiej kuchni, a tu "zonk" i Polacy w naszym wieku (plus/miuns) podają im pastę, domową pizzę i sałatki?


2 komentarze:

  1. Oj jakiego mi smaka na panna cotte zrobiłaś... A szczerze, to ostatnio nie mamy w ogóle czasu na jadanie gdzieś poza domem. Tylko praca-dom i tak w kółko. Ale musze poszukać nowych smaków :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dwoje szaleńców <3 Ale fajnie! Skaczę tak trochę po tym Twoim blożku, mam nadzieję, że nie masz mi za złe, ale tyle tego! Mam nadzieję, że nie zaprzestaliścietje tradycji chodzenia po dobrych miejscach z Lubym! <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń