sobota, 6 października 2012

Take this waltz, czyli rozdzielił ich kurczak?


Dzięki zaproszeniu z portalu Polska Gotuje miałam okazję obejrzeć film, którego tytuł nawiązuje do jednej z piosenek Leonarda Cohena - Take this waltz. Chociaż nie przepadam za komediami romantycznymi, to zachęcił i rozbawił mnie wątek z kurczakiem. Spodobało mi się to, że film miał być wyświetlony w moim ulubionym kameralnym kinie Charlie


Chyba oczekiwałam czegoś w stylu "Julie i Julia" w wersji męskiej, a obejrzałam coś, co ani nie było bardzo komediowe ani nader romantyczne...

Klasyczny trójkącik

Ona i on - małżonkowie z pięcioletnim stażem. Mieszkają w uroczym domku, urządzonym w stylu eklektycznym, inaczej mówiąc "hipster style". Tak sobie mieszkają i wariują. On pracuje nad kurczakową książką kucharską, ona coś pisze (chyba dziennikarka?). Odrobinę sobą znudzeni starają się (albo ona się stara?) popracować nad zaistniałą sytuacją.

Gdy hipster trafi na hipstera

Hipster przytrafia się jej na wyjeździe (ona wtedy chyba jest w pracy - niewiele wiadomo o jej zawodzie). Regularny podryw rozpoczyna się w samolocie. On "artysta do szuflady" jeździ na rikszy napędzanej nogami. Flinstonowie w XXI wieku? Ba, nawet w Polsce (np. Łódź) wymyślili już riksze napędzane rowerami. Chyba się w sobie zakochują, ale ona ma męża. On, jak się okazuje, mieszka obok (o kurczę!). Dziewczyna boi się zranić swojego partnera, ale w końcu po długiej, trudnej rozmowie odchodzi do swojego riksiarza, a nawet, mówiąc konkretnie, biegnie doń.

Jej garderoba

To duży plus tego filmu. Dziewczyna ma ewidentnie bzika na pnkcie vintage'owych ciuszków. Piękna sukienka w delikatnie pomarańczową i białą kratkę (lata 60'), kostiumy kąpielowe (również z tej epoki) oraz uroczy czerwony dresik.

Dźwięki

Kawałki przednie. O na przykład taki:


To jedyne, co mnie porywało w tym filmie.

Ściągnięty motyw

Nie chcąc rozstać się z mężem (bo, jak już wspominałam - bardzo by go to zraniło), w trakcie jednej z rozmów (jak ona miała na imię...) główna bohaterka wyznaje, że chciałaby go spotkać za 30 lat o godzinie 14:00 pod latarnią... znaczy... eee... przy latarni morskiej. Lubię "Dom nad jeziorem" i Ci, którzy oglądali film na pewno skojarzą, że to już było, ale w przepadku Keanu Reevesa i Sandry Bullock w o wiele lepszej i spójniejszej wersji.

Błyskotliwe wnioski, sentencje, wskazówki życiowe

Jeśli coś mądrego można z tego filmu wyciągnąć, to dopatrzyłam się, że:
  • "Życie jest popękane" - jest i będzie, a dążenie do ideału w każdej sferze i o każdej porze jest idiotyzmem. A i to, że coś wybierzemy nie oznacza, że będzie to dla nas szczęściem (amerykańskie podejście postuluje inaczej).
  • Każdy związek ma podobne etapy - fazy.
  • Często wchodzimy w te same schematy relacji, wybieramy podobnych ludzi (chociaż jeden przypominał Shreka, a drugi był bardziej metroseksualny, to mieli wiele punktów wspólnych).


Smaczki

Świetny i zabawny instruktor w jednej z scen na pływalni.
Kolorowe osiedle, ciekawe domy.


Na zakończenie

Nawet jeśli komuś spodobał się ten film, to jak można mówić, że to hit? Jeśli ktoś się w nim tego doszukał czegoś naprawdę dobrego (z lupą chyba), to był to zapewne człowiek z zachodu. Może dla Amerykanów czy Kanadyjczyków jest to jakieś odkrycie, które poważnie burzy ich mniemanie o słodkim, szczęśliwym życiu, oczywiście z bezbłędnie romantycznym i kojącym zakończeniem. Mnie film nie wciągnął w ogóle i chyba żadnych emocji we mnie nie obuudził, a to dla mnie jeden z ważniejszych wyznaczników dobrej produkcji. Aha! Zakończenie, które miało być zaskakujące raczej takie nie było. I tu apel do producentów  jeśli chcecie, żeby coś zaskoczyło, to nie informujcie o zaskoczeniu, bo wtedy poprzeczka do przeskoczenia (oczekiwania widzów) jest zbyt wysoka.

p.s. Ktoś widział i ma inną opinię? Podzielcie się, chętnie przeczytam. :)

10 komentarzy:

  1. Miło było Cię wczoraj poznać :) Moja opinia na temat filmu: http://wlodarczyki.net/mopswkuchni/?p=5139

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wzajemnie. Tak czułam, że Cię spotkam, ale tyle załatwiania miałam w piątek, że nawet nie miałam czasu zapytać. Świetna recenzja! :)

      Usuń
  2. Film nie jest arcydziełem, ale jest naprawdę dobrą komedią. Poza tym niesamowicie plastyczny i urzekający kolorem, więc jeśli chodzi o tę stronę realizacji to mało mam zarzutów. Naprawdę bardzo dobre zdjęcia. Nie mam większych zarzutów do filmu, ale w żadnym wypadku nie nastawiałam się na arcydzieło. Po prostu, komedia z, w jakimś sensie, dramatem w tle. Nie rozrywająca człowieka na kawałki. A takie filmy też są potrzebne, zwłaszcza jak ogląda się też tego typu jak "Raj: Miłość" chociażby.
    mój wywód o filmie:
    http://nakarmicczlowieczenstwo.blogspot.com/2012/09/kulinarna-moralnosc.html
    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obrazki faktycznie ładne, ale mnie szczerze mówiąc raczej mało śmieszył. Na arcydzieło również się nie nastawiałam i starałam się też znaleźć dobre strony. :) Tak, takie filmy są potrzebne, ale tyle bardziej romantycznych i o wiele bardziej komediowych filmów z tego gatunku powstało. Pozdrawiam i dzięki za opinię! :)

      Usuń
  3. A ja się właśnie w tym tygodniu wybieram. Głównie ze względu na Sarah Polley, którą znam jako aktorkę, ale jeszcze nie jako reżyserkę. Ciekawa recenzja :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Odmienne opinie na temat filmu tylko podsycają moją ciekawość, obejrzę to się wypowiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie inaczej, czekam na opinię. :) Też jestem ciekawa, jak widzą coś inni.

      Usuń
  5. po prostu #wspomnień-czar!
    moim najulubieńszym kinem w łodzi był charlie.
    oraz na plus oceniałam łdk.

    OdpowiedzUsuń
  6. ciekawy blog ;)
    nie widziałąm tego filmu ;)
    pzdr!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ojej, ja tak dawno nie bylam w kinie ze bardzo chetnie bym poszla cos obejrzeć :) Zazdroszczę zaproszenia ;)

    OdpowiedzUsuń