wtorek, 18 września 2012

Dzienne menu przyszłej Pani (oby!) magister

Jeszcze przez jakiś czas moje menu może wyglądać na dość regularne. Chociaż piszę pracę, to gotowanie i jedzenie przydaje się świetnie jako forma relaksu. W końcu praca twórcza wymaga przerw (chyba jestem w nich mistrzynią!). Co będzie później - tego nie wie nikt. Akcja przedstawienia swojego dziennego jadłospis wydała mi się ciekawa. Spróbuję przyjrzeć się swoim preferencjom i podzielić z Wami wnioskami z mojego intymnego świata.



Ostatnio moim ulubionym daniem stało się indyjskie curry z kurczakiem, chrupiącą cebulą i papryką albo bardziej warzywne - o takie

Po pierwsze i najważniejsze (bronię tezy tej niczym żandarm): śniadanie! (~ 7:30 - 8:00)

Bardzo lubię jajka na miękko, ale sama z regły nie potrafię ich ugotować. Luby jest w tym o 100% lepszy! A jeśli jest to jajko wiejskie "od sąsiada", to naprawdę nic mi już więcej nie trzeba. Oprócz kanapek, sporej ilości pomidorów (!) czy "od czasu do czasu" miseczki całonocnej raw owsianki z dżemem lub/i owocami lubię czasem zrobić sobie zapiekane grzanki. Na przykład takie, z salami albo szynką, ananasem, żółtym serem i curry. Już się boję czasów (oby nigdy nie nadeszły, co nie znaczy, że marzę o bezrobociu;)), kiedy nie będę miała czasu nawet ugryźć przed wyjściem kawałka bułki.

Drugie śniadanie mile widziane - "człowiek pracy" magisterskiej musi mieć siłę! (~ 10:00)

Pojawia się u mnie herbata, rzadziej czarna kawa z kawałkiem domowego ciasta albo muffinką. Czasem kilka kostek czekolady (najczęściej gorzkiej), jogurt lub/i owoce. Lubię prosto, szybko i smacznie, np. tak.

Obiad - najlepiej o 14-tej! (~ 14:00 - 16:00)

Mieszam i dolewam. Dolewam i mieszam. W czasie pisania pracy podobnie nie można się od niej zbytnio odrywać, ale myślę, że to błąd. Jeśli odpoczniemy chwilę, to zrobimy to, co mieliśmy zrobić np. w dwie godziny - w czasie jednej. Przynajmniej u mnie tak to działa.

Mieszam i dolewam, dolewam i mieszam. I z takich procedur niedawno powstało risotto z chorizo i pieczony m kalafiorem. Ostre i pyszny kalafior w tej formie.

Deser, chociaż "Podwieczorek" brzmi zdrowiej i mniej kalorycznie. (~ 17:00)

Proste, domowe ciasto przetrwa nawet kilka dni. Taki podwieczorek jest pewny (wiemy, co jemy) i smaczny. Zmniejszam też ilość cukru w przepisach - cukierniane ciastka bywają barrrdzo słodkie. Lubię też galaretki i kisiele. Jeśli przygotujemy je na domowych przecierze/soku będą jeszcze smaczniejsze, a podać można je niecodziennie i prosty deser może okazać się szałowy.

Mini kolacja - czasem (borem, lasem). (~ 19:00 - 20:00)

Czasem nie jem jej w ogóle. Szczególnie, gdy zjadłam większy obiad lub/i grzeszny deser. A jeśli już, to lubię przekąsić małego śledzika - domowego albo sklepowe koreczki. Pomidory. Mozzarella. Zdarza się jakiś kabanosik albo wędzona rybka.

4 komentarze:

  1. Ja stety/niestety gubię pierwsze i ostatnie;) śniadanie lubię jeść spokojnie dlatego pewnie je odkładam na póżniej..

    OdpowiedzUsuń
  2. Taka raw owsianka - to moczona po prostu? W czym to lepsze od gotowanej?

    Ja lubię śniadania na ciepło - w tygodniu nie bardzo mam na to czas, wstaję o 6:30 i wypijam kakao albo ciepłą wodę z miodem i cytryną. Ale nie szkodzi mi to w żaden sposób, tak lubię i tak mi dobrze :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dokładnie, jeść na szybko to kiepsko. Już lepiej w pracy zjeść śniadanie. :) Raw owsianka - wieczorem zalewane płatki zbożowe - np. w słoiku mlekiem lub jogurtem. Można dorzucić bakalie, śliwki, morele, rodzynki - co kto lubi, i rano zmiksować. Mnie taka bardzo smakuje, a i chyba więcej składników dobrych w płatkach zostaje :).

      Usuń
    2. I co wychodzi z tej owsianki? Coś w rodzaju kremu? OMG, ależ ja jestem konserwą, muszę zawsze dopytać i sobie wyobrazić smak, żeby zdecydować.

      U mnie największy problem z lunchem/obiadem, dlatego od jutra zaczynam cykl "obiad w pudełku". Przecież się da :-)

      Usuń