niedziela, 11 grudnia 2011

Gęś na kapuście w ETNOrestauracji (Warszawa)


Długo zastanawialiśmy się (ja i mój Luby), gdzie skonsumować naszą gęsinową wygraną (był konkurs, można było wygrać vouchery na dania z gęsi w wybranych restauracjach – czasnagesine.pl). W Łodzi tylko jedna restauracja brała udział w tej akcji, ale nie odpowiedziała na naszego maila. Wahaliśmy się między bydgoską WARZELNIĄ PIWA, a ETNOrestauracją znajdującą się w Warszawie.

Padło na tę drugą, bo bliżej Łodzi i chyba bardziej nas urzekło tamtejsze menu. Miejsce piękne, klimatyczne i spokojne. Przyjemna muzyka. Niedaleko Dworca Centralnego.

Pierwszym punktem wycieczki uczyniliśmy Łazienki Królewskie (tak król miał sporo miejsca by chodzić piechotą od jednego pałacyku do drugiego;)). Sobota. Sporo ludzi z dziećmi oraz gromadki turystów. Atrakcja warszawskich Łazienek to szalone, oswojone wiewiórki – ufne i przyzwyczajone do hojnych orzeszkowych podarków. Spotkaliśmy także pawia, który sam z siebie nam pięknie zapozował (jakiś celebryta przyzwyczajony do fleszy).

Po czasie włóczęgi nastał czas konsumpcji. Jako, że było jeszcze trochę za wcześnie na obiad zdecydowaliśmy się na serniczek i herbatę. Sernik był delikatny, na cieście i brzoskwiniach, z czekoladą (przypominała czekoladowe mleczko z tubki, mniam!) i bitą śmietaną. Nie zdążyliśmy go nawet uwiecznić. Był pięknie podany na ogromnym talerzysku i przybrany pomarańczowo-miętową dekoracją. Jedyny mankament: trochę za drogi.

W oczekiwaniu na danie główne zachwycaliśmy się jakże prostym, a tak smacznym "czekadełkiem". Były to solone chipsy z selera (lepsze niż z ziemniaka!), marchewki, ziemniaka i szczypiorku. Jeśli ktoś wie, jak takie zrobić, proszę o przepis!


Gęsie udo duszone z miodem pitnym, pomarańczami i trawą żubrową na modrej kapuście z kopytkami
Gwiazdą popołudnia (sory za jakość zdjęć, ale ciemnawo było) okazała się noga, a bardziej udo smukłej panienki. Mimo że takie panienki mają bardzo dużo tłuszczu, to pozytywnie zaskoczyło nas to, że gęsia noga była chudsza nawet niż udko z kurczaka! Udku towarzyszył pomarańczowy sosik z pomarańczą, obsmażane, delikatne kopytka i mięciutka duszona czerwona kapusta. Rozpłynęliśmy się tak, jak rozpływała się w naszych ustach gąska.


Droga powrotna miała być zaplanowana i bezproblemowa, ale nasz pociąg okazał się pociągiem widmo, więc poszliśmy na kawę (ostatnio coraz mniej przez mnie lubianą, ale są takie chwile, kiedy...), która była lodowata. Czy to ze zmęczenia, z roztargnienia lub złego założenia zamiast latte zamówiłam frappuccino. Mój tok myślenia (frappe – ok, może być zimna, ale frappuccino, to ciepłe musi być, bo cappuccino jest ciepłe podawane...) zawiódł, ale chociaż było śmiesznie i pierwszy raz zajrzałam do Starbucksa. A coś mi mówiło: może zamów czekoladę?

1 komentarz:

  1. Fajnie masz z tym Lubym! <3 Powodzenia tam razem! Wygląda na to, że fajnie Wam z tymi wspólnymi szaleństwami!! :)

    OdpowiedzUsuń