sobota, 29 października 2011

Gdy mniej znaczy więcej, czyli bądźmy dobrzy dla siebie samych

by Spec-ta-cles

Zmiany na głowie: fryzjer, kosy trzeba było na to siano! Tak szczerze, to nie jest tak źle, chociaż miewam tendencje do widzenia swoich włosów jako gorszych niż włosy innych. Znalazłam ostatnio odpowiedź na pytanie, dlaczego tak jest. Otóż tylko swoje włosy (no i naprawdę bliskich mi osób) widzę z bliska. Z daleka wszystko jest bardziej idealne.

Zmiany w myśleniu o dobrym jedzeniu. Mam nadzieję, że trwałe. Trudno żyć z zamiłowaniem do małego „co-nie-co”. Do zmiany diety zmusiły mnie, że tak się wyrażę „okoliczności układowe”. Nie wiem, co mi jest dokładnie, ale lekarskie podejrzenia padły na trzustkę. Narząd niezastąpiony, jeśli chcemy korzystać z całego repertuaru produktów. Gdy odmawia współpracy, to trzeba zrezygnować z: nabiału, surowych owoców i warzyw, tłustych rzeczy, oczywiście słodyczy i produktów bardzo przetworzonych (żegnajcie barwniki i konserwanty), a także dużej ilości soli i zbyt ostrych przypraw. Dieta taka podobna jest do diety wątrobowej.

Dmuchając na zimne, od ponad tygodnia jem, jak trzustka przykazała. Warzywne kremy na wywarze mięsnym (niezbyt tłustym), gotowane mięso, ryby, makaron z sosem pomidorowym (ze świeżych pomidorów i bez skórki, a najlepiej przetarty, co by się trzusteczka mogła skupić na regeneracji, a nie na trawieniu), ryż, ryż, ryż (nawet na deser, z jabłuszkiem), gotowane jabłka i gruszki, chuda wędlina, odrobina masła i białe pieczywo, a jak chcemy coś pewniejszego to pieczeń z gotowanego mięsa i warzyw (np. z galaretką z bulionem mięsno – warzywnym). Piję dużo wody, staram się ograniczać herbatę (wybieram zieloną). 
Tak bym zjadła: 
  • malutki kawałek czekoladowego torciku nasączonego alkoholem z wiśniami (!) 
  • dobry jogurt 
  • biały ser z miodem 
  • jajeczko wiejskie na miękko
  • sałatę
  • pomidory z mozzarellą itd. itp.

Chociaż z czasem coraz mniej zaczyna mi brakować. Głód solno – cukrowy chyba się już skończył. Nigdy nie jadłam bardzo tłusto, w większości korzystałam ze świeżych produktów (raz kiedyś zdarzyły mi się chipsy czy zupka z papierka, raz na rok McDonald – dosyć go miałam na następny rok), nie piję dużo alkoholu i generalnie wydaje mi się, że jem ok. Dlatego dziwi mnie, że coś mi wysiadło. Mało sportu? A może to wcale nie było to, tylko jakaś bakteria? Chyba nigdy się nie dowiem.

W każdym razie nie zaszkodzi upiec czasem mniej słodką i tłustą szarlotkę, mięso dusić lub gotować, a nie smażyć i ograniczyć spożywanie nabiału. Może trudności w trawieniu laktozy albo krowiego białka? Będę siebie obserwować i eliminować produkty, które mi szkodzą (tak schudł m.in. były prezydent Kwaśniewski!), a na pewno (Uroczysta Przysięga) nie będę często jeść „śmieciowego jedzenia”, bo nasz drugi mózg (jelita!) wpływa na nasz nastrój i ogólne zdrowie (dobry artykuł). Poświęcę chwilową przyjemność na rzecz innej, zdrowszej (I hope so). 

Ostatnio odkryta firma, która ma po prostu produkty – cud! Bez zbędnych dodatków, można powiedzieć, że samo zdrowie, a wyglądają, jak nieprzyzwoite ;) smakołyki. Ja kupiłam wafelki (mąka orkiszowa, sól, olej) i chrupki kukurydziano - ryżowe (kukurydza, ryż, chyba trochę soli albo wody).

Jest coraz lepiej i mam nadzieję, że z każdym dniem będzie jeszcze lepiej. A dziś na obiad (wybaczcie jakość zdjęć, ale już jedzenie w brzuszku) łosoś z dużą ilością ziół (rozmaryn, mięta, bazylia), imbirem, szafranem i czosnkiem (wyjęte później z niego) przygotowywany w folii na parze, gotowane ziemniaczki (odmiana: Denar – jakoś mi smakuje ostatnio) i gotowane brokuły (niestety lekko rozgotowane). 



Tu w wersji z pure ziemniaczanym (nie dla mnie)
 
Nie jestem nadmierną ekshibicjonistką, po prostu pomyślałam, że warto zauważyć pewien problem. Coraz więcej ludzi ma alergie (mogą być one wtórne, nie tylko wrodzone – np. gdy jemy za dużo nabiału w końcu organizm może go już nie chcieć u siebie), także te pokarmowe, problemy z układem pokarmowym i innymi układami. Może jemy za dużo (może taki był mój błąd?), może jemy byle jak albo jeszcze coś innego.

Macie jakieś pomysły na dietetyczne desery bez nabiału i innych zakazanych produktów, które wymieniałam powyżej (pochłania mnie ten temat ostatnio, czy pozostaje zmienić ulubione desery na gotowaną marchewkę?)? U mnie ryż z jabłkiem zapiekany dawał radę. No i wafelki orkiszowe, czasem herbatniki lub paluszki. 


Trzymam kciuki za wszystkich, którzy nawet całe życie muszą zmagać się np. z nietolerancją glutenu. Też trzymajcie kciuki za mój brzuszek;). Pozdrawiam :)

3 komentarze:

  1. Acha - ja potrzebowałam pół roku żeby tak opracować trasy 'przelotu', żeby nawet kątem oka nie zajrzeć na półkę z nabiałem... Miałam tyle szczęścia, że trzustka u mnie ok - zatem katuję ją kilogramami bezmlecznej margaryny ;-) póki się da.
    Trzymam mocno kciuki - za Twój i za inne Brzuszki.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. @bezlaktozy - w sumie trudno mi powiedzieć, co to u mnie, ale może i muszę ten nabiał ograniczyć, a na pewno mleko. Dzięki za miłe słowo i na pewno odwiedzę Twojego bloga, bo chyba współczesny człowiek zamiast wapnia w mleku może zjeść go w postaci sezamu (10 razy więcej wapnia ma!). Pzdr:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mniej znaczy więcej - to mądre i świetne motto nie tylko w kwestii gotowania :)

    OdpowiedzUsuń