czwartek, 7 kwietnia 2011

A jednak! Może się polubimy.

Zawsze zastanawiałam się nad fenomenem „od-razu-miękkich” ciastek. Nie wiem, czy dobrze łączę fakty, ale może to przez brak jaja w przepisie, który znalazłam na  tym blogu . Ciasteczka wyszły super, od razu do jedzenia. Można poeksperymentować z różnymi smakami budyniu (drugi raz robiłam, ze śmietankowym innej firmy i nie wyszły tak dobre) i różnego rodzaju posypkami i polewami, jednak moi faworyci to kwiatki bez dodatków. No, nie licząc dodatku małej kawuni. Co było pierwsze? Ciastko czy kawa? 



Ciastka z dodatkiem budyniu

Składniki:
  • 220g mąki pszennej
  • 120g miękkiego masła
  • 80g cukru
  • 2 łyżki mleka
  • 1 opakowanie budyniu bez cukru (mój był z cukrem, ale dodałam trochę mniej zwykłego)

Mąkę z budyniem przesiać do miski. Dodać pozostałe składniki i zagnieść ciasto (Włożyłam je na 30-40 minut do lodówki, żeby się lepiej rozwałkowywało). Podsypać mąką i rozwałkować na placek (dość cienko), szklanką lub foremką wycinać ciastka. Układać na dużej blaszce lekko wysmarowanej masłem i wyłożonej papierem do pieczenia. Można posypać gruboziarnistym cukrem. Piec 20-25 minut (jeśli cienkie, to około 13 minut) w temperaturze 180 stopni, w zależności od grubości ciastek.

4 komentarze:

  1. oprócz pierników chyba jeszcze nie spotkałam się z ciasteczkami, których nie można by od razu jeść :) tak czy siak Twoje wyglądają super!
    hmm nie wiem, co było pierwsze. obstawiam, że to od zawsze była nierozerwalna i dobrze dobrana para :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ja bym skradła takie słodkie serca!

    OdpowiedzUsuń
  3. o, znalazłam :D dziękuję :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, czy wyszły i czy smakowały:)

      Usuń