piątek, 24 grudnia 2010

Makiełki w moim domu (po śląsku Makówki)



Powiedzmy, że to jedna z wersji kutii bez pszenicy, ale z mojej inwigilacji wynika, że w każdym domu, regionie trochę inaczej się je przygotowuje. Bywają z łazankami, bułką, sucharami. Ludzie dodają także masło i mleko, co dla mnie było sporym zaskoczeniem. Znalazłam coś takiego: http://www.wir.org.pl/przepisy/kluski_makielki.pdf . Chyba ktoś miał podobny dylemat, jak ja.

  • mak (mielony w mikserze z miodem i z wodą, w której moczył się mak)
  • miód
  • suszone morele, figi, rodzynki (namoczone i pokrojone)
  • migdały, orzechy (drobno roztłuczone)
  • maca, groszek ptysiowy albo kruche ciasteczka niezbyt słodkie (możliwe też takie mini bułeczki z ciasta chyba, jak na sękacz, ale to jeszcze zgłębię temat – chyba takie piekła moja prababcia)

Do zmiksowanego maku dodajemy bakalie pokrojone, orzechy i migdały. Chłodzimy. Podajemy w salaterkach/szklaneczkach najlepiej z groszkiem ptysiowym. Smacznego:)

p.s. Ja jestem w stanie zjeść najwyżej małą salaterkę, ale są przypadki takie, jak mój dziadek (Z Wilna pochodzący), które (z sentymentu czy też z preferencji albo jedno i drugie) pochłonąć potrafią cały talerz (taki, jak do zupy). 

CIEPŁEGO I SMACZNEGO CZASU

2 komentarze:

  1. w moim domu to rzeczywiście kutia..

    pięknych Świąt..
    o zapachu pomarańczy.

    OdpowiedzUsuń
  2. :) i żeby nie zwariować:) A pomarańcze super:) Ostatnio piję czarną herbatę ze skórką domową kandyzowaną z pomarańczy. Dla mnie bomba. Polecam:)

    OdpowiedzUsuń